wtorek, 4 lipca 2017

O zbieraniu informacji o Wicca, o poszukiwaniach kowenu i o najnowszym filmie na kanale Paranormalia


O Wicca (tradycyjnej, inicjacyjnej, misteryjnej) ludzie mówią i piszą różne rzeczy. Często tak głupie, że nie wiadomo czy się śmiać, czy płakać.

Niektóre z nich mogłyby mocno zaszkodzić, gdyby nie fakt, że są zbyt mało wiarygodne; wrzucone gdzieś w sieć przez osobę, która przyznaje się, że nigdy inicjowana do żadnego kowenu nie była, pisane w sposób, który może zdradzać wiek poniżej pełnoletności (a nieletnich raczej się nie inicjuje), czy zwyczajnie zbyt anonimowe, by każde słowo brać za objawioną prawdę (pomijając fakt, że w Wicca takowych po prostu nie ma).

Niektóre natomiast faktycznie szkodzą. Szkodzą dlatego, że sprawiają wrażenie profesjonalnych, osoba wygląda na dobrze przygotowaną, a całość tekstu czy nagrania zdradza dużą ilość czasu włożonego w przygotowanie materiału. Psychologia autorytetu. Wówczas łatwiej bezkrytycznie przyjąć informacje, łatwiej poczuć fascynację, łatwiej uwierzyć i zapomnieć zadać podstawowe pytania: Czy sam/-a należysz do kowenu? Czy rozmawiałaś/-eś z inicjowanymi? Czy twoje informacje są przez kogokolwiek znającego dobrze temat potwierdzone? Dlaczego kasujesz niewygodne komentarze i blokujesz ludzi, którzy ośmielili się powiedzieć, że materiał nie jest tak fantastyczny jak tobie samej/-emu się wydaje.

Jak można się domyślić, ten temat na wpis nie pojawił się znikąd. Jak pisałam wcześniej, ostatnio w ogóle nie ciągnie mnie do pisania – wolę doświadczać i osobiście spotykać się z ludźmi, których interesuje temat czy to Wicca czy ChaosCraftu czy magii. A jednak po obejrzeniu przedwczoraj najnowszego filmiku o Wicca na YouTube'owym kanale Paranormalia (i krótkiej SMS-owej wymianie myśli z autorką), aż mnie zatrzęsło, zawrzało, zagotowało się i stwierdziłam, że jeśli za dwa dni mi nie przejdzie, trzeba będzie coś naskrobać.

Ale właściwie po co? Czemu akurat tego filmiku miałabym się uczepić, skoro przecież nie jest ani jedynym, ani najgorszym (autorka pięknie wygląda, ma dobrze na pamięć wyuczony tekst, a do tego całość przyjemnie się ogląda ze względu na wykorzystane w nim bogactwo obrazów)? Więc dlaczego?

A dlatego, że pomijając fakt wykorzystania mojej książki jako źródła (chyba po raz pierwszy pomyślałam, że jest mi wstyd z powodu miejsca, w jakie trafiła..), osobiście znam autorkę filmiku. Oznacza to nie mniej ni więcej, że nie była ona pierwszą lepszą osobą z ulicy, która rzuciła się na stworzenie czegoś o Wicca, ale taką, która miała wspaniałą możliwość zrobienia czegoś naprawdę dobrego i prawdziwego (a tylko na takie Wicca zasługuje i takich potrzebuje!). I nie, nie chodzi o to, że my dwie się znamy, ale że w łatwy sposób mogłam umożliwić jej rozmowę z innymi polskimi Wiccanami, dla potwierdzenia zebranych informacji. Mogła, a jednak tego nie zrobiła. Ale jeśli ktoś za prywatną uwagę jednych wywala "ze znajomych", a innym potrafi napisać, że „nie ma sobie nic do zarzucenia i absolutnie nie będzie dawać komukolwiek scenariuszy do wglądu, niczym uczeń nauczycielowi”, to czego właściwie można oczekiwać… Zostaje mi więc pozostać z moim własnym zawiedzeniem i irytacją, natomiast tym, którzy poszukują informacji o Wicca, powiedzieć tylko tyle: 

Jeśli szukasz dobrych informacji o Wicca w sieci, zapisz się na forum prowadzone przez Wiccan i poczytaj. Nawet jeśli teoria nie zawsze przekłada się na praktykę, sama jest zazwyczaj bardzo dobra i na pewno wynikająca z doświadczenia prowadzących forum osób. Najczęściej nie trzeba też się nawet udzielać czy zadawać pytań, by zweryfikować własne wątpliwości. A jeśli już dodatkowe pytania się pojawią, można mieć pewność, że jest się w dobrym miejscu, by pytać.

Jeśli szukasz dobrych informacji o Wicca poza siecią, znajdź inicjowaną w Wicca osobę, poszukaj na ten temat książek pisanych przez inicjowanych lub naukowych opracowań (polecanych przez samych Wiccan!). W przypadku dwóch pierwszych opcji, nawet jeśli osoba będzie mówić jedynie o swoim doświadczeniu, a książka mogła być pisana z różnymi intencjami, zawsze jest to pewniejsze źródło niż takie, które wyskoczyło po wpisaniu odpowiedniego hasła w wyszukiwarkę i czytanie/oglądanie wszystkiego, co wyświetli się na pierwszej stronie z wynikami.

A jeśli szukasz ludzi inicjowanych, ponieważ interesuje cię znalezienie kowenu czy nauczyciela, zanim zrobisz krok z stronę bezpośredniego kontaktu, zastanów się na poważnie, czego oczekujesz, czego chcesz, do czego dążysz… i niepotrzebnie dupy ludziom nie zawracaj.


Wicca i ChaosCraft są dla dorosłych, nie dla dzieci. 


* * *

2 komentarze:

  1. Ostatni, wytłuszczony tekst wywołuje bardzo niemiłe wrażenie, rzutujące na finalny odbiór całego posta. Z mocno nacechowanej emocjonalnie polemiki staje się wulgarny i nieprzyjemny w odbiorze. Zaczęłam czytać solidaryzując się z autorką, w końcu też nie lubię kiedy ktoś rozpowszechnia fałszywe informacje - ale po przeczytaniu całości mam ambiwalentne uczucia. Szczęśliwie nie ciągnęło mnie nigdy do wicca, ale na podstawie rozmów ze znajomymi wiccanami miałam ich za mądrych i kulturalnych ludzi. Teraz natomiast, po przeczytaniu tekstu zakończonego pięknym podsumowaniem, mam wrażenie wręcz odwrotne. Kiedy człowiek poszukuje swojej drogi w życiu każde spotkanie z drugą osobą jest ważne i nawet jeśli nie pokieruje go bezpośrednio, wpłynie na jego dalsze życie. Nie jest to zawracanie dupy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wydaje mi się, że mówimy tu o dwóch różnych sprawach. Jak najbardziej uważam, że każde spotkanie jest ważne, bez względu na to, w którą stronę dalsza droga pokieruje. Na podstawie tego, co piszesz, można wyciągnąć wniosek, że jesteś osobą empatyczną i o dużej dawce samoświadomości. To ostatnie zdanie, tak mocne, nie jest więc dla Ciebie ani Tobie podobnych osób - te dupy nigdy nie zawracają i wiem to z doświadczenia, gdyż spotkania z ludźmi poszukującymi, jakie w ostatnich latach przeprowadziłam, można liczyć w setkach godzin. Większość ludzi przychodzi konkretnie po informacje - i o tym z miejsca mówią. Inni przychodzą, by wybadać i poprosić o trening i inicjację - i oni też o tym mówią. I to jest ok. Pierwszym poświęcam mniej czasu, drugim dużo więcej, czasu i energii, by przekonać się, że jakakolwiek nie będzie moja odpowiedź czy sugestia, będzie ona oparta o wystarczającą ilość "danych". I dopóki ludzie wiedzą, po co przychodzą, a przynajmniej szczerze mówią o swoich intencjach, to jest w porządku, bo w mojej gestii jest określenie czy chcę dać im część siebie czy nie leży to w moich granicach (i jeśli ktoś z miejsca pisze, że nie wie do końca, o co mu chodzi, ale szuka, i chciałby się spotkać, bo czuje, że może mu to pomóc, ja mogę się spotkać, a mogę go przekierować na forum czy do książek). Powyższy tekst jest do osób, które nie wiedzą czego chcą, nie wiedzą, czego szukają, albo mówią co innego niż czują. Autorka filmu chciała nauki, a ja poświęciłam kupę osobistego czasu na to, by sprawdzić czy jest to osoba odpowiednia i by ewentualnie przekonać do niej innych, którym po drodze z nią wcale im nie było. I tak, ostatnie zdanie wpisu jest mocne i może być odebrane wulgarnie, ale zostało tak napisane, by ludzie zastanawiali się nieco bardziej zanim postanowią prosić o spotkania, bo my w nie jesteśmy terapeutami, którym się płaci, by zrozumieć siebie i swoje potrzeby, i za swój czas poświęcony na duchowe rozkminy czy prowadzenie nie dostajemy nic poza szacunkiem dla nas i włożonej energii.

      Usuń