sobota, 5 listopada 2016

Samhain 2016. O ‘pożegnaniu’ z tradycyjną Wicca i o pierwszym w Polsce kowenie CHAOS CRAFTU


Od kiedy ponad 8 lat temu poprosiłam o inicjację w tradycyjną Wicca, moim marzeniem było, by kiedyś, w przyszłości, stworzyć tradycyjny kowen z siedzibą we Wrocławiu. Nie po to, by go 'mieć' czy kogokolwiek szkolić (tym bardziej nauczać), ale by zgromadzić wokół siebie ludzi, z którymi tu, na miejscu, mogłabym praktykować; bez potrzeby wspaniałych, ale również czaso- i kasochłonnych wyjazdów do Anglii.

Z tym marzeniem nigdy się nie kryłam, bez względu na to czy praktykowałam w kowenie czy akurat miałam przerwę, czy byłam przed czy po inicjacji na Arcykapłankę, czy mieszkałam w Polsce czy w Norwegii, czy w środowisku kochano mnie bardziej czy mniej. Chciałam, by we Wrocławiu istniał tradycyjny kowen wiccański i by był z linii, z której sama pochodzę. Tą zawsze uważałam z resztą za przewspaniałą i nieporozumienia z niektórymi osobami w kowenie macierzystym - w mojej perspektywie przeważnie mało istotne dramy, które żyły jedynie dzięki ich nakręcaniu - nie były w stanie tegoż zdania zmienić. Nigdy nie kryłam też, że jak kilkoro imponujących mi nie-tylko-wiccan, zawsze chciałam na poważnie zajmować się magią, poznać ją dobrze jako narzędzie i jako narzędzie wykorzystywać w tworzeniu wymarzonego życia. I do tego dążyłam, starając się poznać tradycyjny przekaz, ale i poszukując uzupełnienia w miejscach, które zdawały się charakteryzować szerszą perspektywą i doświadczeniem ukazującym konkretne rezultaty.

Wicca to religia, religia hierarchiczna, i jak każda religia daje wolność jedynie w wyznaczonych odgórnie granicach. Czasem ‘górą’ są Arcykapłani, czasem są nią założyciele linii, a czasem grupa Arcykapłanek i Arcykapłanów uznawanych za starszyznę. Góra pozostaje jednak górą i wyjście z jej cienia zawsze oznacza zyskanie większej przestrzeni dla siebie, ale i większe narażenie siebie na potencjalne niebezpieczeństwa (…o krytyce z różnych stron nie wspominając).

Kilka lat i wiele spotkań z mądrymi ludźmi, z których wielu jest wiccanami, zajęło mi dopuszczenie do siebie myśli, że podążanie za swoimi wizjami, a co ważniejsze, za swoimi Najwyższymi Ideałami, oznacza brak porozumienia z ‘górą’, w której cieniu dojrzewałam. I że to jest absolutnie OK; że nie musimy się zgadzać i że nasze ścieżki nie muszą iść w tym samym kierunku. Początkowo nie widziałam w tym wielkiego problemu – w końcu jako Arcykapłanka miałam w teorii prawo założyć własny kowen, działać na własnych zasadach, pilnując oczywiście, by oprócz dodatkowych działań, tradycja została przekazana w nienaruszonej formie – czas jednak pokazał, że ‘w teorii’ ma tu kluczowe znaczenie. Otrzymałam drugi stopień, jednak inicjowanie ludzi nie było możliwe. W wypadku poproszenia o pomoc kogoś z poza linii zabrakłoby odpowiednich świadków zatwierdzających poprawny przebieg inicjacji, a w wypadku gdyby pomocy udzielił ktokolwiek z linii, pojawił się temat z góry zapowiedzianego oskarżenia o zdradę.

Pozostawała opcja walki o uznanie lub zastanowienie się, czy ważniejsza jest nazwa czy robienie tego, co i tak chciałam (chciałyśmy) robić – w tradycyjną Wicca włączyć poważną magiczną praktykę, znaną nam z praktyki chaockiej.

Tak tej jesieni narodził się pierwszy polski kowen Chaos Craftu – kowen w świeżo powstałym na Zachodzie nurcie, łączącym misteryjny, głębię przeżywania i rodzinność Rzemiosła z praktycznością magii chaosu, jej nastawieniem na rezultat oraz wynoszeniem wiary i intencji ponad tradycyjne formy rytualne. Tak powstał kowen stworzony z ludzi, którzy od miesięcy czekali na inicjację w Wicca (ich trening zaczął się bowiem zaraz po mojej inicjacji na Arcykapłankę), a którzy z miesiąca na miesiąc coraz więcej pragnęli grupy, która się uformowała i nie przestawała rosnąć, a coraz mniej Wicca w wydaniu absolutnie nie reprezentującym całość, które jednak dane im było poznać.

Kowen Tenebrae Luminosae, oficjalnie powstały wraz z pierwszymi czterema inicjacjami, które wielkim wysiłkiem fizycznym i energetycznym, zostały przeprowadzone w ramach celebracji Jesiennej Równonocy, powoli rośnie i zaczyna rozkwitać pięknymi kwiatami coraz bardziej uśmiechniętych wiedźm i magów chaosu. Na jego czele, wolne od jakichkolwiek nakazów i zakazów, prowadzone jedynie intuicją i zdobytym do tej pory doświadczeniem, stanęłyśmy we dwie –  moja ukochana wiccańsko-chaocka siostra, jednym znana jako Driada, innym jako Sygin Noaide, i ja*. Nadające kierunek, lecz nie nakazujące, o głosie równym wszystkim pozostałym, w zgodzie ze sobą i swoimi wartościami. Coraz pełniejsze, coraz szczęśliwsze, coraz bardziej spełnione dzięki dawaniu i możliwości uczenia się od innych.

Niech nasz kowen i polski Chaos Craft się rozwija i rośnie w siłę, która mnoży się, będąc dzielona! :-)

SMOK


Dla zainteresowanych Chaos Craftem (i czytających po angielsku):


                                            




* Aktualizacja do wpisu: 

W związku ze skomplikowaną sytuacją osobistą Driada ostatecznie zdecydowała się na wycofanie się ze współtworzenia kowenu Tenebrae Luminosae. Kowen nadal jednak działa i ma się bardzo dobrze :-) 
W pełni sobą, w pełni transparentni i szanujący wybory tych, których kochamy, nawet jeśli nie do końca je rozumiemy <3

* * *

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz