piątek, 24 lipca 2015

Warsztatowy maraton wakacyjny, czyli o Luminatach, Wiccanisku i Tantrze :-)

Od mojego powrotu na Północ minęło już półtora tygodnia, a ja dopiero dzisiaj czuję, że w końcu prawdziwie się wyspałam J

To były mordercze wakacje! :-)

Najpierw Luminaty z Wiccaniskiem, które pochłonęły ogromne ilości mojej energii (organizacja zrobiła swoje, ale przede wszystkim wyczerpała mnie opieka nad moją córeczką, która strasznie się pochorowała i przez większość czasu nie schodziła mi z rąk), a następnie III Festiwal Tantry i Seksualności w Nowym Kawkowie, z którego chciałam wyciągnąć jak najwięcej.

Festiwal Tantry miał być dla mnie czasem odpoczynku, ciekawych warsztatów i rytuałów, spotkania z przyjaciółmi, ale i pobycia z samą sobą. W jakimś stopniu chciałam powtórzyć to, co przeżyłam tam w zeszłym roku. I w jakimś stopniu przeżyłam... Na pewno inna była energia i bardzo brakowało mi Świątyni Miłości oraz trzymającej nad nią rok temu pieczę Karo Akabal, jednak program okazał się być ponownie wspaniały, a oprócz spotkania bardzo bliskich mi osób, poznałam kilka nowych, pięknych dusz, które już na zawsze będą miały swoje miejsce w moim sercu. Dzień zaczynaliśmy o 7.00 rano przedśniadaniowymi medytacjami, a kończyliśmy o 2.00 czy 3.00 nad ranem, padając ze zmęczenia na twarz po kilkugodzinach tantryczno-tanecznych szaleństwach (odkryciem Festiwalu okazał się David Goodman i jego Biodanza! :-)). Pomiędzy warsztatami nie było za wiele czasu na odespanie zarwanych nocy, a same zajęcia pochłaniały tak ciało jak umysł i ducha. Szczęśliwie dla mnie, tym razem pochłanianie nie oznaczało żadnych ciężkich procesów do przejścia, a stało się raczej okazją do zatapiania się w tym, co robiliśmy i ludziach, z którymi obcowałam, a także do odnajdywania czystej radości w przeżywanych ceremoniach i poznawanych technikach.

Luminaty i Wiccansko to natomiast zupełnie inna historia i jeszcze inna energia. Było bardzo aktywnie, a jednocześnie wszystko działo się według planu i punktualnie jak w zegarku :-) Dzień rozpoczynał się niewiele później niż na tantrze, a nocna zabawa kończyła się najczęściej o wschodzie słońca. Było ciekawie i bardzo, bardzo magicznie! :-) Za dnia uczyliśmy się medytacji i szkoliliśmy w koncentracji, tworzyliśmy myślokształty i ładowaliśmy sygile, doświadczaliśmy energii naszych ciał i dowiadywaliśmy się, co można z tym doświadczeniem zrobić, łączyliśmy się ze światem duchów, dyskutowaliśmy o swoich poglądach i poszerzaliśmy horyzonty. Wieczorami odprawialiśmy rytuały wykorzystując zdobytą wiedzę i stosując poznane techniki, oraz słuchaliśmy opowieści o czarach i czarownicach. A nocami.... Nocami uskutecznialiśmy dzikie tańce przy ognisku i na polach, pośród unoszących się nad nimi mgieł, oraz nagie kąpiele w jeziorze w blasku pełniowego książyca :-) Tak, zarówno Luminaty jak i Wiccanisko – każde posiadające swój własny styl i barwę - przyniosły nie tylko mi samej, ale i większości uczestników, bardzo dużo radości i satysfakcji :-)


To wszystko za mną, a co przede mną? :-) Przede mną kolejne spotkania, których plany zaczynają powstawać już nie tylko w głowach osób stojących za organizacją Luminatów i tegorocznego Wiccaniska, ale powoli przenoszone są na papier, by wkrótce przybrać jeszcze bardziej namacalną formę :-)

Co by tu więc na koniec rzec? Chyba tylko jedno: NIECH SIĘ DZIEJE! :-)


* * *


1 komentarz:

  1. Wspaniale... To co opisujesz, jawi się jako totalna abstrakcja, a jednak takie wydarzenia mają miejsce. Uważam, że to najpiękniejsze wierzenia jakie kiedykolwiek dotknęły łaskawie naszą planetę.
    Prawdą jest, że idziesz tym torem, przez który Cię prowadzili, nie było mi dane poznać Wicci, nigdy nie poznałam Wiccanki. Pozostało mi czytywanie o tym, b warto znać.

    OdpowiedzUsuń