poniedziałek, 1 czerwca 2015

O DODZIE, PRZYJACIOŁACH I DYSTANSIE DO SIEBIE. Pełnia Księżyca w znaku Strzelca 2.06.2015


Rozpiera mnie pozytywna energia! :-) :-) :-) Może to za sprawą nacisku, jaki położyłam ostatanimi czasy na Trening Przyjemności, może to dzisiejszy Dzień Dziecka, a więc tym lepsza okazja do uczczenia wewnętrznego niepokornego bobasa, a może jutrzejsza pełnia księżaca w Strzelcu, niosąca ze sobą energie optymizmu i wolności, wychodzenia po za schematy, odważnych działań i zaskakujących inspiracji.


Od połowy marca, a dokładnie od czasu niesamowicie intensywnego warsztatu tantry oraz mojej inicjacji na arcykapłankę, które nastąpiły tydzień po tygodniu, kompletnie nie potrafiłam odnaleźć w sobie równowagi. Wszystko szalało, sprawiając, że w ciągu kilku godzin potrafiłam przejść od stanu niezrozumiałego uniesienia do poczucia utraty wiary w cokolwiek i chęć zaszycia się w jakiejś miłej, ciemnej i wilgotnej jaskini. Z jednej strony było mi dobrze. Podczas tantrycznych warsztatów puściły mi pewne blokady związane z traumą po porodzie (tak, tym porodzie sprzed dwóch lat, a wiem, że wiele kobiet nosi je w sobie długo dłużej, czasem nawet całe życie) i choć miałam wrażenie, że wciąż krwawię, to jednak było to już to dobre krwanienie – takie, jakie ma miejsce po wyjęciu strzały z ramienia, dzieki któremu w końcu może rozpocząć się proces zdrowienia. Odczuwałam też wielką satysfakcję z tego, że jednak udało mi się dojść w wicca do miejsca – co wcale nie było takie oczywiste - w którym zostałam uznana za wystarczająco odpowiedzialną i posiadającą odpowiednią wiedzę, by móc wziąć odpowiedzialność za innych. Z drugiej strony czułam jak wszystko we mnie puszcza, jak mury, które mniej lub bardziej świadomie budowałam latami, zaczynają pękać, ponieważ w końcu mogą, a ze mnie wylewa się morze smutku, zawiedzionych nadziei i niezmaterializowanych wizji wiedźmiego raju. Względny spokój udawało mi się zachować dzięki temu, że byłam na to w miarę możliwości przygotowana, pamiętałam lub słyszałam historie o tym jak ten początkowy czas po otrzymaniu drugiego stopnia wyglądał u innych, a także otrzymałam wyrozumiałe wsparcie ze strony mojej Arcykapłanki, która wiedziała przez co przechodzę. To, co jednak okazało się dla mnie największym skarbem i największą pomocą, właśnie to obecność wspaniałych ludzi w moim otoczeniu. Nie takich, którzy muszą mi słodzić lub mnie podziwiać, ale takich, w których milczącej obecności czuję, że jest mi dobrze, że jest mi lżej, kiedy czas jest trudniejszy, z którymi mogę unieść się nad ziemię, by sięgnąć nieba, lub zwyczajnie posiedzieć, potańczyć na boso na trawie, pomedytować w promieniach słońca, dobrze się pobawić przy bezalkoholowym winie czy wspólnie zasiąść do tworzenia wspólnego projektu J Takich osób nie jest wiele, jednak jest ich wystarczająco dużo, bym również czuła, że to, co robię czy staram robić się dla innych, jest wartym kontunuowania.

Nie tak dawno i w ramach bezpośredniego komentarza do artykułu o Poganach Wrocławskich, do napisania którego wykorzystano między innymi wywiad ze mną, a którego ostateczna forma okazała się być wielkim wyzwaniem dla mojego ego, usłyszałam o sobie komentarz, że jestem "taką pogańską Dodą" :-) Komentarz naturalnie miał być w swoim założeniu obraźliwy :-) Ponieważ jednak uczę się śmiać sama z siebie, a porażki, które zdarzają mi się nawet przy dużej ilości dobrych chęci i ukierunkowaniu na konstruktywne działanie, traktować jako kolejne lekcje, z których należy wyciągać wnioski, a nie się nad nimi rozczulać, zakończę ten wpis najodpowiedniejszą tu piosenką, dedykowaną tym, dzięki którym łatwiej jest mi latać :-)  Tym, którzy są blisko mnie, tym, którzy pojawiają się od czasu do czasu i tym, których spotkałam raz i na chwilę, choć ta chwila zostanie zapamiętana do końca życia. Tym, którzy czasem napiszą kilka podnoszących na duchu zdań, i tym, którzy czasem zadzwonią, by zapytać, jak mi minął dzień J A wszystkim dodatkowo życzę, by ta jutrzejsza pełnia księżyca, czas, kiedy nasze potencjały znajdują się na najwyższym poziomie, zainspirowała nas do odważniejszego podążania za tym, co sprawia, że czujemy się szczęśliwsi. Szczęśliwsi nie dlatego, że ktoś czy coś nas dopełnia, uzupełnia w nas jakieś braki, coś nam daje, ale dlatego, że w tych miejscach i w towarzystwie tych osób możemy w pełni być sobą, podążając za swoimi najwyższymi ideałami, motywując się do dalszej pracy i czując się dumnymi z tego, kim jesteśmy.  


* * *

02.06.2015 - pełnia księżyca w znaku Strzelca:

" Pełnia w Strzelcu to czas optymizmu, odważnych marzeń, ruchu i wychodzenia poza utarte ścieżki. Potrzebujemy nowych doświadczeń, więcej przestrzeni, wolności i lekkości. Sprawdź w jakiej dziedzinie życia potrzebujesz świeżego powietrza i pomyśl o tym jak możesz je wpuścić. Brak przestrzeni może skłaniać nas - jak to podczas pełni - do działań impulsywnych. Merkury w retrogradacji sprzyja resetowi intelektualnemu i uwolnieniu się od ograniczeń mentalnych a pełnia w Strzelcu otwiera nas na nowe, pobudzające do działania inspiracje.”


* * *

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz