czwartek, 11 czerwca 2015

KOBIETA W SWEJ KOBIECOŚCI

W pracy tańczę po biurowej kuchni, a w przerwie lunchowej tarzam się po trawie J W domu robię z córką fikołki, kicham i śmieję się tak głośno, że słyszą mnie sąsiedzi J Porzuciłam codzienną, wykonywaną od półtora roku, 30-minutową pratyaharę (praktyka wycofania zmysłów), zamieniając ją na szaleńczą jazdę wózkiem po supermarkecie, bieganie boso po trawie, wieczorne wylegiwanie się na balkonie z ulubioną książką i kilka innych rzeczy, które sprawiają, że krew we mnie buzuje, a ja czuję się sexy, a o których pisać nie będę, bo wiem, co nieprzychylne mi osoby mogłyby z tym zrobić J Porzuciłam jakikolwiek plan i zwyczajnie płynę, ciesząc się każdą minutą każdego dnia, uwrażliwiając się na przyjemność i wyszukując ją tam, gdzie pozornie jej nie ma J

Robię to, co kocham i co mnie podnieca, co sprawia, że płonę i że zasypiam z uśmiechem na twarzy J Nie zwracam uwagi na cel, ale w końcu prawdziwie zatracam się w drodze. Chwilowo w poważniu mam konkluzje, wnioski i podsumowania.

Jestem w miejscu, które można by określić pełnią mojej kobiecości. Jestem ruchem, energią, zmianą, tańcem, szaleństwem, niezdecydowaniem i zadziwiająco płynącym z tego poczucia zadowoleniem J Moje męskie jakości, zwykle tak silne we mnie, zeszły gdzieś na drugi plan - prawa, ramy, zasady, schematy, które sama na siebie nałożyłam, bo nauczono mnie, że to jest lepsze, wartościowsze, pomocniejsze w życiu, a ja w to uwierzyłam i nie śmiałam podważyć.

W tej chwili i w tym momencie jestem kobietą w swojej kobiecości! W swoim ogniu, w swoim ruchu i w swojej pasji! Czuję, że promienieję, w śmiechu czy we łzach, w uniesieniu czy w złości! Jutro, za tydzień czy miesiąc może będzie inaczej, jednak teraz, by odzyskać dawno zatraconą równowagę, muszę i chcę raz po raz stawać nad przepaścią i pozwalać sobie na zmianę perspektywy, zmianę planów, na wyjście poza to, co do tej pory wydawało mi się bezdyskusyjnie ważne i niecierpiące zwłoki. Teraz chcę skakać z moich osobistych klifów i lecieć, lecieć, gdzie mnie wiatr poniesie. Widoki tu są piękne, tak piękne! J

I tak, wciąż brakuje mi czasu J Brakuje mi czasu na rzeczy, które nie sprawiają mi przyjemności, które nie przynoszą radości mi samej lub moim bliskim, i na te, które zwyczajnie mogą poczekać J Bo przecież czyż to, że mamy na coś czas lub nie, ostatecznie nie jest jedynie kwestią priorytetów? Jeśli na coś chce się czas znaleźć, wtedy zawsze się go znajdzie! Nie dlatego, że nagle się on rozmnoży, ale że albo my się zepniemy z innymi sprawami i wywalimy ze swojego dnia bezproduktywne minuty albo zwyczajnie to, czego chcemy, wyląduje na szczycie naszej listy, bez względu na konsekwencje. Każda wymówka w odniesieniu do braku czasu, to jedynie informacja, że dana rzecz nie jest naszym priorytetem – i w tym nie ma nic złego J Czasem trzeba mieć tylko wystarczająco odwagi, by potrafić się do tego przyznać i głośno – bardziej lub mniej dyplomatycznie, kierując te słowa do innych bądź do siebie – powiedzieć: 
TAK, to są moje priorytety
TAK, ty lub to w tej chwili nie jesteście wśród nich, 
i TAK, moje priorytety i moja ich lista - podobnie jak moje granice, potrzeby i marzenia - mają prawo się zmieniać J

| | |


2 komentarze: