środa, 1 kwietnia 2015

WEWNĘTRZNA KOBIECOŚĆ, WEWNĘTRZNA MĘSKOŚĆ. Pełnia Księżyca w znaku Wagi 4.04.2015


Od Równonocy Wiosennej minęły już niemal dwa tygodnie, a ja wciąż nie potrafię zejść na ziemię i powrócić do tzw. normalności. Ostatni czas był dla mnie bowiem bardzo intensywny, przepełniony skrajnymi emocjami i refleksjami, które wnosiły równie dużo pozytywnego zapału do działania, jak i bólu towarzyszącego procesom uwalniania demonów przeszłości.

Jedną z przestrzeni, w której mogłam głębiej wejrzeć w siebie, był tantryczny warsztat w Belgii, Art of Love, w jakim wzięłam udział trzy tygodnie temu - jedynie weekendowy, jednak niesamowicie mocny i wspaniale wpisujący się w to, czym w ostatnich miesiącach żyłam i chyba wciąż żyję. Jednym z tematów przewodnich warsztatu było odnowienie kontaktu pomiędzy Kobiecością i Męskością w nas samych, a poprzez to ulepszenie relacji, jakie mamy z innymi ludźmi, w szczególności z naszymi partnerami. Wbrew pozorom zadanie okazało się być niełatwym, a inicjacja procesu, jakim jest uzdrowienie wewnętrznego związku, okupiona została zarówno doświadczeniem ekstazy jak i odczuciem bardzo fizycznego bólu. Wczoraj na blogu Marii Moonset przeczytałam piękne zdanie, które jak najbardziej wpasowuje się w ten sam temat i które natchnęło mnie do stworzenia tego wpisu: „Tak naprawdę każdy konflikt sprowadza się do nierównowagi w relacji z samym sobą.” Zdanie zawierające prawdę tak prostą i oczywistą, a jednocześnie tak trudną i nakładającą na nasze barki słodko-gorzki ciężar odpowiedzialności.

MEDYTACJA:

Zacznij od przygtowania przestrzeni dla medytacji. Jeśli tylko to możliwe, postaraj się, by na czas jej trwania, przestrzeń, jaką wybierzesz, stała się dla Ciebie świątynią. Medytacja to wgląd w siebie, a więc miejsce w fizycznej przestrzeni nie ma tak wielkiego znaczenia, jednak ważne jest, byś czuł/-a się w nim dobrze i bezpiecznie. Świątynię przygotuj według własnego uznania, jednak tym razem zadbaj również o to, by znalazało się w niej po równo elementów dla umysłu i dla ciała. Z umysłem łatwiej jest się w tej kwestii dogadać. Twój umysł zapewne już w tym momencie tworzy wizję, jak mogłaby wyglądać świątynia stworzona na potrzeby celebracji nadchodzącej pełni. Wystarczy jedynie przyjrzeć się obrazom, które tworzą się w głowie, a następnie przełożyć wizję na posiadane możliwości. Z ciałem jest nieco trudniej, ponieważ oduczyliśmy się tego, w czym byliśmy świetni jako dzieci, a więc wsłuchiwania się w jego potrzeby. A ciało też mówi, i to mówi wiele, jeśli tylko nasz umysł pozwoli mu dojść do głosu. W świątyni ma być coś dla umysłu i coś dla ciała, a więc należy wsłuchać się również w ciało (wystarczy kilka minut siedzenia w ciszy i swoistego skanowania ciała – przenosimy uwagę z miejsca na miejsce, poczynąjąc od stóp, kostek, łydek, nóg itd., na głowie kończąc – by ciało zaczęło opowiadać o tym, jak się czuje i czego mu trzeba) i zaplanować, w jaki sposób możemy „zrobić mu dobrze”. Jeśli czujemy ból pleców, zadbajmy o wygodne siedzenie, jeśli czujemy, że nasz skóra jest sucha, rozpocznijmy nasz mały rytuał od balsamowania, a następnie włóżymy na siebie ubranie z delikatnego materiału, który da skórze przyjemność. Nasze ciało może pragnąć pięknego zapachu kadzidła, ciepłego i miękkiego swetra czy soczystych truskawek, i cokolwiek by to nie było, jest ok. [Naturalnie dopóki zaspokajaniem swoich potrzeb nie rujnujemy spokoju ducha czy ciała otaczających nas ludzi.]

Kiedy nasza świątynia jest gotowa, telefon wyłączony, drzwi zamknięte na zamek, tak by nikt nam nie przeszkadzał, przyjmujemy pozycję, jaką podpowiada nam ciało i zamykamy oczy. Zaczynamy od kilku głębszych wdechów do przepony i pełnych wydechów, tak, by poczuć, że cała zastała energia opuszcza nasze ciało wraz z wydechem, a nowa, świeża energia wypełnia nasze płuca i rozchodzi się wraz z krwią po całym ciele. Następnie wracamy do swego naturalnego rytmu i głębokości oddychania i przez jakiś czas po prostu trwamy w tym stanie, obserwując myśli, jakie pojawiają się w naszym umyśle (nie „chwytając” ich) oraz odczucia, jakie pojawiają się w naszym ciele. Jeśli zaplanowaliśmy sobie zrobienie czegoś specjalnego dla ciała, to teraz jest na to odpowiedni moment.

Po kilku minatach bycia z sobą i spoglądania w siebie nadchodzi czas, by przyjrzeć się dwóm jakościom, które każdy z nas, bez względu na płeć i orientację seksualną, jest w stanie w sobie odnaleźć – czas przyjrzeć się naszej Męskości i naszej Kobiecości. Męskość to medytacyjność, to obecność, to dbanie o i stwarzanie poczucia bezpieczeństwa, to cisza, to stałość, to umysł, to myśli. Kobiecość to ciało, to instynkty, to uczucia, to ruch, to zmiania, to osobowość, to ekspresja. Każde z nich może objawiać się w pozytywnej odsłonie, ale posiada również swoją ciemną stronę, np. męskość to ocenianie i nie zawsze konstruktywna krytyka, a kobiecość to emocjonalny chaos i zniszczenie. Teraz jest więc czas na zauważenie tych jakości w nas i... nadanie im osobowości. Każdej z nich nadajemy imię i określamy wygląd, staramy się ustalić ich wiek i to, kim są, jak zachowują się na co dzień, co ich motywuje, co pasjonuje, co kochają, a co im przeszkadza. Ostatecznie w ćwiczeniu tym nie chodzi jednak o wymyślanie, ale o zauważenie postaci, które w nas są już uformowane i przyjrzenie się im. Poświęć na ten proces tyle czasu, ile potrzebujesz. Niech nie będzie w tym pośpiechu i niech nie zrazi Cię poczucie, że ćwiczenie jest śmieszne lub bez sensu, bo takim nie jest (a poza tym to będzie tylko i wyłącznie głos Twojego umysłu, męskiej części Ciebie, która boi się zmiany i dopuszczenia do głosu Twojej wewnętrznej kobiety J). Celem nadania osobowości męskiej i żeńskiej jakości w nas jest przyjrzenie się związkowi, jaki istnieje pomiędzy nimi, a dzięki temu przyjrzenie się faktorom, które sprawiają, że przede wszystkim nasze związki partnerskie, ale również relacje z ludźmi w ogóle, są jakie są (a rzadko są idealne). Dlatego na koniec przypatrz się obu postaciom i temu, co dzieje się między nimi, w jaki sposób współgrają, współpracują, w jaki sposób się komunikują. Czy jest coś, co na pierwszy rzut oka widać jako problem w ich kontaktach? Patrząc niejako z perspektywy osoby trzeciej łatwiej będzie Ci to zauważyć. Pamiętaj tylko, by nie zacząć analizować i oceniać (to domena umysłu), bo to jeszcze nie jest ta medytacja. Podczas tej pełniowej medytacji jedynie zauważamy, rozpoznajemy i obserwując, oswajamy się z faktem, że nasze relacje na zewnątrz są jedynie odbiciem tych panujących w naszym wnętrzu.

Kiedy będziesz gotowa/-y zakończyć medytację, pożegnaj się swoją Kobiecością i Męskością, zwracając się do nich po imieniu, tak jakbyś rozmawiał/-a z przyjacielem. Podziękuj im za wspólny czas i kiedy poczujesz gotowość ku temu, otwórz oczy. Następnie sporządź notatkę w swoim magicznym dzienniku, pamiętniku lub w innym miejscu, do którego w przyszłości będziesz mogła/mógł wrócić. 

* * *