czwartek, 5 marca 2015

TWARZĄ W TWARZ ZE SOBĄ... Pełnia Księżyca w znaku Panny (5.03.2015).


Od kilku dni czuję się nieswojo. Krzątam się po domu bez celu i bez celu przeglądam internetowe strony w pracy. Irytuje mnie brak rozmaitości jedzenia (choć obiektywnie patrząc na moje posiłki, można powiedzieć, że już samo takie stwierdzenie jest grzechem), irytują mnie ludzie i to, że ciągle ktoś do mnie mówi i czegoś ode mnie chce. A najbardziej irytuje mnie świadomość, że tak na prawdę to nie jedzenie, ludzie czy obowiązki są powodem mojej irytacji, ale coś we mnie, co bardzo, ale to bardzo domaga się większej uwagi i przyjrzenia mu się z bliska.

Ostatnie dni bardziej przewegetowałam niż przeżyłam, nie mogąc zmotywować się do tego, by coś z tym zrobić. Dopiero dziś rano poczułam zapach nowej jakości w powietrzu. Wewnętrzny niepokój osiągnął apogeum, przynosząc jednocześnie obietnicę zmiany – zmiany na lepsze.

Dzisiaj kolejna pełnia księżyca, tym razem w znaku Panny, niosąca ze sobą jej praktyczność, cierpliwość i roztropność, a jednocześnie obniżoną odporność na krytykę i tajenie negatywnych emocji. Księżycowy świat magii contra ziemostość znaku, w którym występuje. I to w czasie, kiedy słońce przebywa w znaku Ryby, powodując w moim odczuciu dodatkowy zgrzyt – słoneczne aktywność w świecie widzialnym i chęć pozostawania na świeczniku contra rybie uduchowienie i zwrócenie się do wewnątrz.

MariaMoonset pisze na swoim blogu, że „Zbliżająca się pełnia może w nas rozbudzić różne ukryte dotąd potrzeby i trącić „zapomniane” struny.”” I tak, we mnie absolutnie może-nie-do-końca-zapomniane struny zostały trącone. Trącone przez sąsiadkę, która na dniach ma rodzić (powrót do porodowych wspomnień), trącone przez „przypadkowe” wpadnięcie na stare zdjęcia, których już nigdy nie chciałam zobaczyć, choć nie miałam serca, ich wykasować, trącone przez wiadomość od znajomej, która po raz kolejny wyprowadziła mnie z równowagi, trącone przez płacz dziecka, które domagało się większej ilości uwagi, kiedy ja właśnie potrzebowałam chwili odpoczynku, i te trącone przez zdenerwowanie z powodu nadchodzących w moim życiu wydarzeń. Świadomie zapomniane struny zostały trącone, a to tylko wzmocniło poczucie energetycznego poplątania we mnie i w okół mnie, bo przecież nie tylko ja odczuwam energetykę dzisiejszej pełni.

Tarota wyciągnęłam już rano, jednak nagły SMS od szefa uniemożliwił mi skupienie się na sobie jeszcze przed pracą. Apogeum pełni w końcu dopiero o 19:00, więc może to nawet i lepiej. Odpowiedzi na pytania, jakie potrzebuję zadać, nie będą zapewne łatwe i bardziej powiązane z oczyszczaniem siebie ze złudzeń niż z budowaniem nowej jakości, nawet jeśli przyjąć, że te dwa elementy są ze sobą nieodłącznie powiązane. A chcę zapytać o sprawy, które według mnie łączą się z tą właśnie pełnią – o czystość/prawdziwość moich intencji w kilku obszarach, o związki z osobami, na które najprawdopodobniej projektuję moje własne niedociągnięcia i o rady na przyszłość. I mam zamiar zrobić coś jeszcze; coś, co tym bardziej pozwoli mi spojrzeć na siebie z perspektywy, ale nie tej duchowej, a bardziej tej przyziemnej.

Wszystkim celebrującym życzę więc udanej pełni w znaku Panny, a na wypadek, gdyby ktoś miał ochotę dołączyć do mnie w tej wieczornej, aktywnej i samokrytycznej, medytacji, podaję poniżej jej opis J


Przed rozpoczęciem przygotuj sobie dużą kartkę papieru i coś do pisania. Następnie znajdź wygodne miejsce, w którym nikt nie będzie Ci przeszkadzał, zamknij oczy i pozwól się sobie wyciszyć. Niech myśli swobodnie pojawiają się i znikają. Pozwól im płynąć, nie łapiąc ich i nie poświęcając im czasu. Poprostu obserwuj je i bądź.

Następnie przywołaj w pamięci obraz osoby bądź osób, które – mówiąc dosadnie - najbardziej działały Ci ostatnio na nerwy. Przypomnij sobie sytuacje, w jakich to się stało, ale przede wszystkim przypomnij sobie bądź nazwij cechy, które najbardziej Cię w nich irytowały/irytują. Dalej zegnij na pół kartkę papieru i po jej lewej stronie wypisz te cechy, podając imiona ich „właścicieli” (np.: Aga jest niepuntualna i czepia się szczegółów.) Nawet znając zakończenie tego ćwiczenia, postaraj się pozostać obiektywną/-ym i zapisz to, co faktycznie czułaś/-eś w ostatnich dniach. Następnie weź kilka głębokich wdechów aż do przepony i pozwól, by wraz z wydechami uleciały/uspokoiły się negatywne emocje, które mogły się w Tobie pojawić podczas pisania. A teraz trudniejsza część. Po prawej stronie kartki zapisz te same zdania, ale zamieniając imię danej osoby na swoje. Zrób to bez względu na to, czy zgadzasz się z tym, co piszesz czy nie. Emocje, które się w Tobie pojawią podczas wykonywania tej częśći ćwiczenia mogą być bardzo silne i przede wszystkim możesz odczuć niesamowity opór przed jego wykonaniem. Mimo wszystko nie poddawaj się i nie zamykaj sobie dalszej drogi przyjęciem pozycji obronnej – tu nie ma żadnego ataku. Ponownie weź kilka głębszych oddechów (tyle ile będzie Ci potrzebnych) i kiedy będziesz gotowa/-y, przerwij kartkę na dwie części. Tą, która zawiera imiona znanych Ci osób, odłóż, przyjrzyj się natomiast tej, która zawiera opisy z twoim imieniem. Spójrz na nią z największą obiektywnością, na jaką Cię stać, ale przede wszystkim nie przyjmuj pozycji obronnej. Te zdania pokazują najpewniej jedynie część prawdy o Tobie i tylko Ty zadecydujesz teraz, jak duża jest ta część i dlaczego w ogóle te a nie inne cechy się tam pojawiły. Nikt nie przyjdzie tego zweryfikować ani nikt tego nie oceni, więc tym bardziej warto przyjrzeć się sobie w uczciwości. Daj sobie odpowiednią ilość czasu na to zadanie, również po to, by pozwolić, by po pierwszej fali nieprzyjemnych emocji, które najprawdopodobniej Cię zaleją, doszedł go głosu głos obiektywizmu.

Kiedy będziesz gotowa/-y, zapisz wnioski i wklej kartkę do swojego magicznego dziennika, jeśli taki posiadasz – może kiedyś będzie warto do tego wrócić.


* * *

3 komentarze:

  1. Czuję się dziś podobnie, od rana, można powiedzieć - wstałam lewą nogą. To takie osobliwe, kiedy zdałam sobie sprawę, że te wszystkie negatywne uczucia są niedorzeczne, że świat niczego mi nie zrobił, a jednak przepełnia mnie permanentna złość. Dlaczego tak reagujemy na cykle księżycowe?

    OdpowiedzUsuń
  2. Ostatnio ma tak samo.. Okropne to jest. Troszkę ruchu plus medytacja będzie wystarczające w moim wypadku :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Hexe, myślę, że to przez to, że nasze ciała składają się głównie z wody, a skoro księżyc działa w znany nam sposób na morza i oceany, to i w nas powoduje przypływy i odpływy. Inna sprawa, że im bardziej interesujemy się jego wpływem, to tym bardziej zdajemy sobie sprawę, ile z tego, co dzieje się w nas, ma związek właśnie z księżycem :-)

    BiegającaZwilkiem, mi po medytacji od razu zeszło ciśnienie :-) No i ciekawe wnioski się pojawiły :-)

    OdpowiedzUsuń