niedziela, 1 lutego 2015

UZDRAWIANIE RELACJI… Imbolg 2015


Za przygotowania do rytuału zabrałam się jak zwykle na ostatnią chwilę, a trochę rzeczy trzeba było zaplanować i zabrać. Ledwie napoczęta litrowa butelka pęknie zielonego, pistacjowego likieru prosto w Hiszpanii, rytualny kielich, białe i turkusowe świece, kadzielnica, muszla na wodę i buteleczka zawierająca przygtowaną już mieszankę wody i soli (o tej porze roku jeziora w Norwegii zupełnie zamarzają). Do tego kilka kartek papieru, zielone wstążki i coś do pisania, by odprawić odpowiednią magię, no i jakaś podstawka, by to wszystko nam nie zamokło na śniegu. Na koniec zostało już tylko kadzidło, które chciałam utrzeć na spokojnie. Trochę żywicy jako podstawa, samodzielnie ususzonego tymianku dla jego właściwości uzdrawiających oraz by dodać odwagi, dosyć sporo niedawno zakupionych, suszonych liści paczuli dla oczyszczenia i zrównoważenia emocji, oraz odrobina olejku lawendowego dla usunięcia obaw i przyciągnięcia pozytywnych wizji. Wszystko pachniało znakomicie, więc z satysfakcją zsypałam całość z moździerza do przygotowanego wcześniej słoiczka i ukoronowałam nim dosyć ciężki już plecak.   

Miejsce rytuału znałyśmy dobrze. Położone nad jeziorem, w odpowiedniej odległości od uczęszczanych nawet po zapadnięciu zmroku tras dla narciarzy, z dala od świateł miasta i jego dźwięków, było idealną miejscówką odnalezioną dawno temu przez moich przyjaciół. Dotarcie tam zajęło nam dobre 45 min, w tym ostatnie 15 spędziliśmy na przedzieraniu się przez siegąjące niemal do kolan hałdy śniegu. Iść trzeba było bardzo powoli i ostrożnie, ponieważ w ciemnościach trudno było ocenić czy przy kolejnym kroku zapadniemy się jedynie w śnieg czy wpadniemy w jakąś skalną szczelinę, któryh wcale tam nie brakowało. Narzekać jednak nie mogłyśmy, gdyż widok opatulonych białym puchem choinek, niebo, które w pewnych miejscach było wręcz pomagańczowe, tarcza niemal pełnego księżyca, która co jakiś czas wynurzała się zza chmur, zapach zimowego lasu i otaczająca nas magiczna aura przedrytualna sprawiała, że czułyśmy się fantastycznie.

Rytuał również udał się wspaniale. Przez cały czas jego trwania nikt nam nie przeszkodził, świece - pomimo pojawiającacyh się co jakiś czas silniejszych powiewów wiatru - nie gasły, a unoszący się wokół nas i pięknie pachnący dym kadzidła potwierdzał, że jego składniki zostały odpowiednio dobrane. Dzięki wysiłkowi fizycznemu związanemu z dotarciem na miejsce, przez większość czasu żadna z nas nie pomyślała nawet o panującym wokół mrozie, choć tym, co ogrzewało nas bardziej niż ciepło wygenerowane przez nasze ciała, był fakt, że byłyśmy tam razem, wraz z bogami i duchami miejsca współtworząc świętą przestrzeń i celebrując kolejny sabat w przyjaźni i szacunku wobec siebie. Wznosząc kielich i składając ofiary  wspominałyśmy przyjaciół i mówiłyśmy o łączących nas z nimi więzami. Posyłałyśmy w niebo modlitwy i śmiałyśmy się z zabawnych wspomnień czy z samych siebie, kiedy z ust nie płynęły dokładnie te słowa, których sobie życzyłyśmy. Wspominałyśmy też tych, z którymi relacje z jakiś powodów się nadszarpnęły, i to właśnie im poświęciłyśmy imbolgową magię. Wierząc, że nadzieja i czas – nawet po śmierci fizycznego ciała - na ich naprawienie jest zawsze, jeżeli tylko znajdą się dobre chęci. To była naprawdę dobra (przedimbolgowa) noc!

Imbolg to dla mnie przede wszystkim czas uzdrawiania i to uzdrawiania na wielu poziomach. Choć wciąż panuje zima, można już wyczuć różnicę poziomu życiowej energii i choć wieczorami nadal najprzyjemniej jest zakopać się w ciepły koc i zająć tym, co każdy lubi najbardziej, to jednak w głowie świtają już pomysły, by zacząć w ten czy inny sposób działać. Noworoczne postanowienia odnośnie większej aktywności fizycznej, zmiany diety czy pchnięcia do przodu projektów, które utknęły w martwym punkcie, mają lepsze pole by się urzeczywistnić, a my zaczynamy czuć w powietrzu obietnicę wiosny. Wiele spraw łatwiej jest nam też puścić. Stajemy się lżejsi (a jeśli nie, to jesteśmy na dobrej drodze, by tak się poczuć), a wraz z topniejącym śniegiem i w nas powoli topnieć zaczynają dawne urazy. Czujemy, że wkrótce nadejdzie czas, by w pełni rozwinąć skrzydła, a sprawy, które jeszcze kilka miesięcy temu sprawiały wrażenie niemożliwych do rozwiązania, już teraz - widzine z nieco innej perspektywy - wydają się tracić posmak sytuacji patowych. I choć nadal otacza nas śnieg, a ziemia skuta jest mrozem (lub pokryta topiącą się śnieżną mieszaniną już dawno nie białego puchu, kurzu i piasku, którym posypywano chodniki), to i one są nam czasem potrzebne, by zwyczajnie dać sobie czas na opadnięcie negatywnych emocji i pozwolić, by nasze serca wypełniły się tymi, które dla siebie świadomie wybierzemy.

Imbolg to dla mnie przede wszystkim czas uzdrawiania i dlatego jego właśnie życzę wszystkim od siebie. Niech ten czas przyniesie nam ukojenie starych ran, zmiękczenie serc i siłę do wyjścia naprzeciw tym, z którymi nasze relacje nie są w najlepszej formie, a przede wszystkim niech pomoże nam ugruntować się w „tu i teraz”, by – zamiast marnować czas na bierne oczekiwanie tego, co i tak nadejdzie - potrafić korzystać z tego, co oferuje nam teraźniejszość J  

 * * *

POMYSŁ NA IMBOGOWĄ MAGIĘ – UZDRAWIANIE RELACJI

Przygotuj sobie kartkę papieru i coś do pisania, oraz zieloną wstążkę o długości ok. 1 m. Przygotuj się do magii w sposób dla siebie najdogodniejszy; możesz zakreślić krąg i wezwać żywioły dla jego ochrony, możesz zapalić świecę, oczyścić się kadzidłem, a następnie poświęcić kilka minut na wyciszenie umysłu, lub zrobić to jeszcze inaczej. Najważniejsze, by stworzyć wokół siebie przestrzeń, w której będziesz w stanie odciąć się nieco od świata zewnętrznego i skupić na swoim wnętrzu. Następnie zegnij kartkę na pół i na jednej stronie napisz swoje imię, a na drugiej imię osoby, z którą pragniesz poprawić bądź naprawić swoją relację. Przerwij kartkę w miejscu zgięcia na znak, że wasza relacja nie (do końca) działa, ale również na znak przerwania sieci negatywnych emocji, które może wciąż was łączą (jeśli przerywanie kartki kojarzy ci się zbyt negatywnie, możesz to zrobić jeszcze zanim zapiszesz na niej wasze imiona). Następnie zakmnij oczy i skoncentruj się na związkach, jakie łączą cię z tą drugą osobą, na tym, co jest lub było w nich pozytywne i co pragniesz, by powróciło. Poświęć na to tyle czasu, ile potrzebujesz. Kiedy poczujesz, że nadeszła odpowiednia chwila, złóż obie kartki zapisanymi stronami ku sobie, wizualizując jednocześnie rozpoczęcie procesu uzdrawiania waszej relacji. Możesz również wyobrazić sobie sytuację, w której wszystko jest już dobrze, poczuć pozytywne emocje, wtopić się w nie i pozwolić zadziałać prawu przyciągania. Dalej złóż obie kartki w taki spoób, by powstał rulon, weź do ręki zieloną wstążeczkę i wciąż koncentrując się na tym samym, zacznij owijać nią rulon tak, by ostatecznie cały znalazł się pod zieloną wstążką. Na zakończenie jeszcze przez chwilę potrzymaj go w dłoniach, czując wdzięczność za rozpoczęty proces uzdrawiania. Rulon zatrzymaj w jakimś widocznym miejscu do środowej pełni, a nastęnie spal wraz ze wstążeczką, ostatecznie uwalniając magię.    


1 komentarz: