czwartek, 30 października 2014

„Tragedią życia nie jest śmierć...” Samhain 2014



Nie mam wielkiego doświadczenia, jeśli chodzi o śmierć – chyba, że własną.


Umierałam wiele razy i z wielu powodów. W ciele fizycznym i w sobie samej. Najczęściej umierałam z własnego wyboru. Z miłości bądź z poczucia misji, przeważnie jednak ze strachu przed bólem i by mieć już ‘to coś’ za sobą. Umrzeć, pogrzebać, postawić kwiaty na zimnym, marmurowym grobie, zapłakać po raz ostatni i nareszcie zapomnieć. I tak uśmiercałam ciało, nadzieję, marzenia i wiarę w Boga i ludzi...


Dziś - kiedy za progiem kolejny Samhain - jest inaczej. Dzisiaj już nie chcę umierać. Nie patrzę w siebie, by użalić się nad tym, co obumarło, nie żegnam się z tym, co odeszło bądź odchodzi, ale by dostrzec to, czemu umrzeć nie mogę pozwolić; nawet gdyby cały świat właśnie w tą stronę pchał. Dziś, szykując się na kolejną wyprawę do Anglii i na kolejny sabat, na spotkanie z duchami przeszłości, ze swoimi przodkami i na zejście do własnych podziemi, gdzie czeka na mnie Bogini, wybieram życie. Dla siebie, dla swoich marzeń, dla planów i dla wartości, którym - bez względu na to, co o tym myśli świat - chcę być wierna.



3 komentarze:

  1. Piękny wpis, Mojmir, powinnaś pisać częściej ;)
    Samhain powinno być świętem pełnym życia
    Uściskaj wszystkich ode mnie

    OdpowiedzUsuń
  2. Dzięki Sheiluś! :-)
    Uściskam! :-)
    BB

    OdpowiedzUsuń
  3. Najważniejsze, by ostatecznie nie poddać się, by rozkwitnąć. Pozdrowienia :)

    OdpowiedzUsuń