wtorek, 16 września 2014

„Wszystkie akty przyjemności są moimi rytuałami.” Równonoc Jesienna 2014


Tego roku jesień przyszła do nas wcześniej niż zwykle. Zanim jeszcze drzewa zdążyły przybrać kolorowe stroje, a wieczory stały się na prawdę zimne, jesień czuć było już w powietrzu. To, co dodatkowo zdaje się wyróżniać ją od pozostałych, to brak melancholii rozlewajacej się zazwyczaj o tej porze roku w moim sercu. Działam, żyję, spotykałam ludzi i tworzę. Nie poddaję się smutkowi przemijania, jakby tym razem mnie to nie dotyczyło, i nie użalam się ani nad sobą ani nad ludźmi, którzy z jakiś powodów znikąją z mojego życia. Może to efekt letnich warsztatów tantry, które tchnęły we mnie zupełnie nowego ducha, a może poprostu rezultat dojrzewania (choć biorąc pod uwagę dawną przepowiednię jednego z astrologów, według której mam dojżeć dopiero w wieku 32, raczej obstaję przy pierwszej opcji). Wiem w każdym tazie, że jest mi z moim życiem bardzo dobrze; życiem, w którym gości coraz większy spokój i poczucie równowagi.

Dla niektórych może się to wydać zaskakujące, ale w jesieni najbardziej kocham croissanty z czekoladą i świeżo parzoną kawę o poranku. Uwielbiam wtedy chodzić do pracy piechotą, zachaczając o znajdującą się kilka pięter pod naszym mieszkaniem kawiarnię. Uwielbiam ten moment, kiedy wchodzę do środka i delektuję się oczekiwaniem na ten boski napój, wdychając najpiękniejszy pod słońcem zapach mielonej kawy. A potem wychodzę na zewnątrz, biorę głęboki wdech, by wypełnić płuca świeżym powietrzem – niczym smakosz wina, który po każdym łyku musi przepłukać ustra wodą, by poczuć w pełni smak kolejnego - zamykam na chwilę oczy, ciesząc się ciepłem nadal nisko wiszącego słońca i tym wyjątkowym zapachem jesiennego poranka, i w końcu biorę pierwszy łyk. Czysta ekstaza! A wtedy nie trzeba mi już nic więcej jak tylko czekoladowego croissanta ze sklepu nieopodal, by dopełnić tą poranną orgię zmysłów! Co ciekawe, nigdy nie mam takich „zachcianek” w innych okresach roku, tak jakby były one zarezerowane właśnie na czas pomiędzy świętem Lammas a jesienną równonocą, stanowiąc swoistą celebraję tego czasu w Kole Roku.

Dlaczego moja jesienna celebracja przyjemności nosi w sobie właśnie zapach kawiarnianej kawy i smak crosaintów, tego nie wiem, ale gdzieś pod skórą czuję, że jak wiele innych elementów w moim życiu, również i ten stanowi jakąś formę wprowadzania w nie równowagi. Zawsze lubiłam ekstrema, jednak z każdym rokiem coraz bardziej turlam się ku sobie jako tej, która czerpie przyjemność ze spokoju, jaki niesie znajdowanie złotego środka; bez względu na to czy chodzi o uczucia, wypowiadane oceny czy podejmowane decyzje. Również kiedy od czasu do czasu spoglądam w tył – a jesień, jaka by nie była, zawsze refleksjom na temat przeszłości sprzyja – widzę, jak zmienił się mój sposób patrzenia na nią. Co było, to było, część wyszła lepiej, część gorzej, niektóre chwasty zauważone pośród dobrych plonów udało mi się odsiać, inne nadal gdzieś tam się kryją, jednak czuję, że nie ma co temu faktowi poświęcać zbyt wiele uwagi, chyba, że takie zatrzymanie się nad przeszłymi sprawami ma służyć budowaniu lepszego jutra. Chociaż  i w tym wypadku mam wrażenie, że teraz nie jest dobry czas ani na zastanawianie się nad budowaniem przyszłości ani nad analizami nad dniem wczorajszym. Teraz jest czas na tu i teraz, na przepyszną, świeżoparzoną latte i czekoladowego croissanta J 

BB 

* * *

3 komentarze:

  1. Ech, widzę, że wiele osób ostatnio spogląda wstecz... Masz rację, że to taka bardzo jesienna rzecz, patrzeć na opadające liście i wspominać czas, kiedy były pączkami. I że najważniejszym jest w tym wszystkim, by zdążać u sobie, ku swojemu spokoju. I działać.
    Piękny wpis, Mojmirko :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Kocham jesień, a złoci się ona cudownie. Już pierwsze kasztany zabrałam do domu. Trafiłam na kolczastą kulkę, w której znalazłam dwa bliźniaki. A to ci niespodzianka :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Przeczytałem nie bez przyjemności. Jesień ma dla mnie znaczenie wyjątkowe. Jest w niej tyle zatrzymania...

    Tyle tylko, że ja akurat coraz rzadziej oglądam się w tył.

    OdpowiedzUsuń