sobota, 20 grudnia 2014

NARODZINY NOWEGO! Przesilenie Zimowe i Nów Księżyca w znaku Koziorożca (22.12.2014)


Medytacja do samodzielnego wykonania w noc Przesilenia Zimowego.

Wyciszenie...
Znajdź wygodne i ciche miejsce, w którym nikt nie będzie Ci przeszkadzał (jest to szczególnie ważne, jeśli masz zamiar wykonać również zaplanowaną pracę magiczną). Przyjmij taką pozycję, która wydaje Ci się najwygodniejsza, siedząca bądź leżąca, w której będziesz w stanie pozostać przez kolejne kilkanaście minut bez potrzeby jej zmiany. Zakmnij oczy i weź kilka głębszych oddechów. Wdychaj powietrze nosem, wypełniając najpierw przeponę, a dopiero później płuca; wydychaj ustami, wydając delikatny dźwięk jakby szumu morza, uwalniając powietrze najpierw z przepony, a dopiero w następnej kolejności z płuc. Poczuj jak z każdym wydechem Twoje ciało opuszczają wszelkie napięcia, a z każdym wdechem wypełnia je relaks i przyjemne uczucie ciężkości. Następnie powróć do swego naturalnego rytmu i głębokości oddychania.
Twoje ciało jest rozluźnione, a Ty czujesz się wygodnie i bezpiecznie. Jesteś świadoma/-y tego, co znajduje się wokół Ciebie, pomieszczenia, w którym się znajdujesz, przedmiotów, które są w Twoim otoczeniu, jednak Twoja uwaga skupiona jest wyłącznie na Twojej osobie, Twoim oddechu oraz odczuciu coraz większego relaksu.

No to w drogę...
Nagle oczami wyobraźni widzisz jak pomieszczenie, w którym się znajdujesz, zaczyna znikać, a ty odnajdujesz siebie stojącą/-ego na wielkim kamieniu, o który uderzają morskie fale, i wpatrującą/-ego się w miejsce, w którym jakiś czas temu zaszło słońce. Jest już noc, ale delikatne przejaśnienie na horyzoncie zdradza, gdzie znajduje się zachód. Wokół ciebie rozciąga się kamienista plaża. Morze jest niespokojne i mroczne. Fale, jedna po drugiej, roztrzaskują się o przybrzeżne kamienie, tak samo ogromne jak ten, na którym stoisz. Wpatrujesz się w ciemność; ciemność nieba i ciemność wody. Czujesz wilgoć w powietrzu, czujesz chłodny wiatr i czujesz tajemnicę, która niesie ze sobą tak starch jak i nadzieję.
Nagle do twoich uszu dochodzi radosny śpiew. Odwracasz się i w oddali dostrzegasz jakieś światło i poruszające się postacie. Schodzisz z kamienia i powoli podążasz w ich kierunku, uważając, by w ciemnościach nie poranić nóg o kamienie. 
Im bliżej jesteś, tym więcej dostrzegasz. Światełko okazuje się być ogniskiem, a postacie, to nagie kobiety przybrane jedynie w uplecione z bluszczu wianki. Jedne z nich tańczą wokół ogniska i śpiewają, inne grają na bębnach, uderzając w nie z taką gracją, jakby każde z uderzeń miało być największą pieszczotą dla trzymanego pomiędzy ponętnymi udami bębna.
Podchodzisz jeszcze bliżej i zauważasz, że ognisko płonie dokładnie przed wejściem do jaskini, przed którą płoną również dwie wielkie pochodnie. Mniejsze znajdują się także w środku, zawieszone co kilka metrów na ścianach, jednak nie widzisz, co znajduje się wewnątrz, gdyż korytarz prowadzący do środka w pewnym miejscu zakręca.
Dochodzisz do tańczących kobiet. Przez chwilę przyglądasz się ich roześmianym twarzom i pozwalasz, by ich śpiew i bębnienie wypełniły całe twoje ciało. Następnie mijasz je i wchodzisz do jaskini. Im dalej idziesz, śpiewy stają się coraz mniej słyszalne, a ciebie ogarnia dziwne uczucie, jakbyś wkraczał/-a w jakąś wielką niewiadomą. Płomienie pochodni podrygują delikatnie. Idziesz sam/-a, a jednak wyczuwasz obok siebie czyjąś obecność, wiele obecności. Masz wrażenie, że idziesz w pochodzie, pielgrzymce, na spotkanie Tajemnicy.
Idziesz dalej. Nagle do twoich uczu dochodzi straszliwy krzyk. Kobiecy wrzask zawierający w sobie cały ból świata, rozpacz, strach, a jednocześnie wielką siłę i nadzieję, zdaje się przewiercać cię na wylot. Ten krzyk nie milknie, a wręcz wzmaga się, jakby kobieta, z której piersi się wydobywa, chciała do maksimum wykorzystać możliwości swoich płuc i strun głosowych. W tym momencie zdajesz sobie sprawę z tego, że kobieta, której jeszcze nie widzisz, ale do krótej z każdym krokiem zbliżasz się, rodzi. Ona rodzi dziecko, a co rodzi się w tobie? Czy masz w sobie coś, co od dawna pragnie się z ciebie wydostać, ujrzeć światło dzienne, przedrzeć się ze świata wizji, marzeń, planów do świata fizycznego? Co w tobie rodzi sie bólach? Jaka moc pragnąca manifestacji ukrywa się w twoim duchowym łonie?
Zatopiona/-y we własnych myślach nie zauważasz, że krzyk nagle ucichł. Wokół nastała błoga cisza i jedyne, co w tej chwili słyszysz, to kroki własnych stóp.
W tej chwili korytarz kończy się, a ty stajesz u progu wielkiej jaskiniowej sali, oświetlonej tysiącem płonących pochodni. Po środku na kamiennym ołtarzu pokrytym zwierzęcymi skórami leży Bogini, przytulając do piersi swoje nowo narodzone dziecię. Narodził się Bóg Słońce!
Podchodzisz do nich. W twoich dłoniach w magiczny sposób pojawia się dar, który pragniesz im ofiarować. Połóż go przy ołtarzu, jednak nic nie mów! Nie zakłócaj spokoju Matki i Syna. Po prostu bądź!
Pozostań tam jak długo zechcesz, a następnie ukłoń się i - najciszej jak tylko potrafisz - zwróć się w stronę wyjścia.
Idź powoli, czując jak wypełnia cię ciepło, miłość i wdzięczność, krok po kroku, w stronę wyjścia, ku tańczącym i śpiewającym kobietom, celebrującym cud tej nocy. Wyjdź na zewnątrz, miń niewiasty i idź dalej, ku morzu, póki ponownie nie staniesz na kamieniu, z którego rozpoczęła się twoja wędrówka.

Powrót do tu i teraz...
Kiedy dotrzesz do miejsca, z którego wyruszyłaś/-eś, raz jeszcze rozejrzyj się dookoła. Raz jeszcze zanurz się w otaczające cię ponownie ciemności, a następnie spójrz na swój splot słoneczny i przyjrzyj się światełku, które w tobie płonie - twojemu własnemu słońcu, które narodziło się podczas pobytu w jaskini.
W tym momencie wszystko zaczyna powoli znikać, rozpływać się, a ty ponownie znajdziesz się w pomieszczeniu, które wybrałaś/-eś jako początek dla swojej podróży. Stań się świadoma/-y tego miejsca, poruszaj palcami stóp i dłoni, a następnie, kiedy poczujesz gotowość, otwórz oczy (tym razem te fizyczne).

* * *

22.12.2014 - nów księżyca w znaku Koziorożca i Zimowe Przesilenie:

„Nadchodzący Nów w Koziorożcu to czas wyjątkowy pod każdym względem. Przede wszystkim wydarza się dokładnie w czasie Przesilenia Słońca, a więc czasu w cyklu słonecznym odpowiadającego księżycowemu Nowiowi. Tak więc jednocześnie Słońce, jak i Księżyc wchodzą w ciemność, umierają by się odrodzić i zainicjować Nowe.”
„Jednocześnie spotkanie Słońca i Księżyca wydarza się w jednej linii z Centrum Galaktyki (co jest ewenementem naszych czasów!) a także w czasie kiedy Uran zmienia bieg na prosty, czyli rusza do przodu po miesiącach ruchu wstecznego (…). Innymi słowy on też „doświadcza” swego rodzaju śmierci i odrodzenia!”
„Jeśli wciąż czujesz się ograniczony i gnębiony przez wewnętrznego lub zewnętrznego Tyrana ten czas da kolejny impuls do wyzwolenia i do odnalezienia swojej Mocy.”

                                                                 * * *


czwartek, 4 grudnia 2014

NIECH SIĘ STANIE! Pełnia księżyca w Bliźniętach (6.12.2014)


Medytacja do samodzielnego wykonania w piątkowy lub sobotni wieczór. Jej kontynuacją będzie praca magiczna (tworzenie sigila), którą możesz wykonać w zaproponowany przeze mnie sposób bądź pozostać przy samej medytacji.
Jeszcze przed rozpoczęciem medytacji przygotuj sobie dwie kartki papieru (jedna formatu A4, druga A5) oraz coś do pisania. Jeśli lubisz, możesz również zadbać o to, by pomieszczenie, w którym będziesz przeprowadzać medytację, było wypełnione światłem świec i zapachem kadzideł bądź olejków eterycznych. Szczególnie ważne jest delikatne światło, które dużo lepiej będzie nadawało się do zaplanowanej pracy magicznej niż ostre światło żarówki.    

Wyciszenie...
Znajdź wygodne i ciche miejsce, w którym nikt nie będzie Ci przeszkadzał (jest to szczególnie ważne, jeśli masz zamiar wykonać również zaplanowaną pracę magiczną). Przyjmij taką pozycję, która wydaje Ci się najwygodniejsza, siedząca bądź leżąca, w której będziesz w stanie pozostać przez kolejne kilkanaście minut bez potrzeby jej zmiany. Zakmnij oczy i weź kilka głębszych oddechów. Wdychaj powietrze nosem, wypełniając najpierw przeponę, a dopiero później płuca; wydychaj ustami, wydając delikatny dźwięk jakby szumu morza, uwalniając powietrze najpierw z przepony, a dopiero w następnej kolejności z płuc. Poczuj jak z każdym wydechem Twoje ciało opuszczają wszelkie napięcia, a z każdym wdechem wypełnia je relaks i przyjemne uczucie ciężkości. Następnie powróć do swego naturalnego rytmu i głębokości oddychania.

Twoje ciało jest rozluźnione, a Ty czujesz się wygodnie i bezpiecznie. Jesteś świadoma/-y tego, co znajduje się wokół Ciebie, pomieszczenia, w którym się znajdujesz, przedmiotów, które są w Twoim otoczeniu, jednak Twoja uwaga skupiona jest wyłącznie na Twojej osobie, Twoim oddechu oraz odczuciu coraz większego relaksu.

No to w drogę...
Nagle oczami wyobraźni widzisz jak pomieszczenie, w którym się znajdujesz, zaczyna znikać, a ty odnajdujesz siebie leżącą/-cego/siedzącą/-ego na litej skale, otoczoną/-ego przez mgłę. Mgła jest tak gęsta, że nie widzisz nic na odległość większą niż metr, a wieczorny półmrok jeszcze bardziej utrudnia widzenie. Podnosisz się jednak z ziemi i - wiedziona/-y wewnętrznym podszeptem - zwracasz się na Wschód. Następnie ruszasz przed siebie. Jedyne, co widzisz, to skały pod twoimi stopami, choć intuicja podpowiada ci, że obrałaś/-łeś dobry kierunek. Mgła jest wciąż bardzo gęsta, jednak powoli rozrzedza się, a ty zaczynasz dostrzegać kontury wysokiej góry, wznoszącej się przed tobą. Podchodzisz do niej i bez zastanowienia zaczynasz się na nią wspinać. Nie jest to łatwe, gdyż jej zbocze jest bardzo strome i zbudowane z ostrych kamieni. Nie poddajesz się jednak i pniesz się ku górze. Mgła rozrzedza się jeszcze bardziej i już po chwili zauważasz szczyt góry, który wygląda jak płaska kamienna platforma o średnicy dziewięciu stóp (w przybliżeniu 3 m). Wspinasz się na nią i wtedy przed tobą - jakby znikąd - pojawia się kamienny ołtarz, a na nim trzy piękne kadzielnice, z których wydobywają się dymy o różnych kolorach: zielonym, czerwonym i żółtym. Nie jesteś pewna/-y czym dokładnie są, ale czujesz, że mają ci coś do ukazania. Stajesz więc na przeciwko tej, z której wydobywa się zielony dym, głęboko wdychasz jego kojący zapach, rozluźniasz się i przyglądasz się temu, co ma ci do pokazania. Kadzielnica, przed którą stoisz jest kadzielnicą zdrowia, która ukaże ci ciebie dokładnie za rok od tej chwili, w takim stanie ciała i ducha, jakiego najbardziej pragniesz. Przyjrzyj mu się dokładnie, chłoń obrazy i poczucie szczęścia w nich zaklęte. Następnie podziękuj, skłoń się delikatnie i zwróć się do kolejnej kadzielnicy, tej, z której wydobywa się czerwony dym. Ponownie weź głęboki wdech, poczuj słodki zapach unoszącego się dymu, a następnie pozwól, by i on ukazał ci swoją wizję. Kadzielnica z czerwonym dymem to kadzielnica miłości, która pokaże ci ciebie dokładnie za rok od tej daty, będącą/-cego w takich związkach z innymi ludźmi, jakich najbardziej dla siebie pragniesz. Przyjrzyj im się, zapamiętując każdy element tej wizji i napełniając się uczuciem radości z niej płynącej. Potem podziękuj, ukłoń się i zwróć ku kadzielnicy, z której unosi się żółty dym. Poczuj jego ciężki korzenny zapach i pozwól, by pokazał ci twoją wymarzoną sytuację finansową w dokładnie rok od tego momentu. Poświęć temu obrazowi tyle czasu ile uważasz za słuszne, a kiedy będziesz gotowa/-y, podziękuj i ukłoń się. Następnie na chwilę zamknij oczy i jeszcze przez moment poczuj błogość, jakiej dostarczyły ci ukazane wizje. To właśnie jest twoja przyszłość!
Czas otworzyć oczy (tylko w wyobraźni!) i powrócić do miejsca, z którego wyruszyłaś/-eś. Ołtarz, który jeszcze przed momentem stał przed tobą, zniknął w ten sam nagły i magiczny sposób, w jaki się pojawił, a ty powoli pozpoczynasz swoją podróż w dół góry. Idziesz wolno i uważnie, tak, by nie poranić się o ostre kamienie, i będąc coraz szczelniej olulaną/-ym przez gęstniejącą mgłę. Po pewnym czasie docierasz do podnóża góry i idziesz dalej, przed siebie, w kiedynku, który podpowiada ci intuicja.

Powrót do tu i teraz...
Kiedy dotrzesz do miejsca, z którego wyruszyłaś/-eś, usiądź lub połóż się na ziemi i biorąc kilka głębszych wdechów, pozwól, by twoje powieki opadły swobodnie. Poczujesz wtedy jak otaczający cię mgła znika, a w jej miejsce pojawia się pomieszczenie, które wybrałaś/-eś jako początek dla swojej podróży. Stań się świadoma/-y tego miejsca, poruszaj palcami stóp i dłoni, a następnie, kiedy poczujesz gotowość, otwórz oczy (tym razem te fizyczne).

Praca magiczna...
A teraz – najlepiej nie zmieniając pozycji i nie wykonując żadnych gwałtownych ruchów - weź do ręki większą z kartek oraz coś do pisania i podziel kartkę na trzy kolumny. Następnie opisz swoje trzy wizje, poświęcając każdej z nich jedną kolumnę. Postaraj się, by opis był tak szczegółowy, jak tylko to możliwe. Opisz obrazy, uczucia i myśli z nim związane.
Kiedy będziesz gotowa/-y, z każdego opisu stwórz po jednym zdaniu - tak skondensowanym, jak to tylko możliwe - opisującym ciebie w dniu 6.12.2015. Pamiętaj by zdanie wyrażało przyszłość dokonaną (np.: W dniu 6.12.2015 posiadam wielki dom, który sama urządziłam.).
Następnie wybierz ten obszar twojej przyszłości, z ktorym w tej chwili pragniesz głębiej popracować. Kiedy dokonasz wyboru, weź do ręki mniejszą kartkę papieru i drukowanymi literami zapisz na niej zdanie z kolumny, którą wybrałaś/-eś (1). Dalej wykreśl ze zdania wszystkie powtarzające się samogłoski i spółgłoski (2), a z tego, co zostanie (3) stwórz sigil (4), czyli symbol zawierający w sobie wszystkie pozostałe litery.
Przykład:

Gdy sigil jest już stworzony, czas go naładować, czyli wyryć go w podświadomości. Najlepiej sprawdza się tu orgazm (z technicznej strony chodzi o to, by w dowolny sposób doprowadzić się do orgazmu, a w momencie, w którym do niego dochodzi, całą swoja uwagę skupić na zapamiętanym lub umiejscowionym gdzieś w zasięgu wzroku symbolu). Na zakończenie kartkę z symbolem palimy i o nim zapominamy, pozwalając magii działać.

* * *

6.12.2014 - pełnia księżyca w znaku Bliźniąt, słońce w znaku Skorpiona:

„Aktywowany znak Bliźniąt uruchamia nasz intelekt, natomiast opozycyjny znak Strzelca (gdzie znajduje się Słońce) nadaje mu cel. Kluczowym tematem tej pełni jest więc poszukiwanie i wyrażanie ważnych celów życiowych, nowych kierunków rozwoju i poszukiwanie głębszego sensu naszego istnienia. To dobry moment na to by spojrzeć szerzej, wyjść poza ograniczające przekonania i uwierzyć, że możemy urzeczywistnić nasz idee.” / Maria Moonset http://moonsetstory.blogspot.no/ 

                                                                          * * *

piątek, 21 listopada 2014

SPOTKANIE Z WIEDŹMĄ. Nów Księżyca w Strzelcu (22.11.2014)


Medytacja do samodzielnego wykonania dzisiejszego wieczoru lub jutro.

Wyciszenie...
Znajdź wygodne i ciche miejsce, w którym nikt nie będzie Ci przeszkadzał. Przyjmij taką pozycję, która wydaje Ci się najwygodniejsza, siedząca bądź leżąca, w której będziesz w stanie pozostać przez kolejne kilkanaście minut bez potrzeby jej zmiany. Zakmnij oczy i weź kilka głębszych oddechów. Wdychaj powietrze nosem, wypełniając najpierw przeponę, a dopiero później płuca; wydychaj ustami, wydając delikatny dźwięk jakby szumu morza, uwalniając powietrze najpierw z przepony, a dopiero w następnej kolejności z płuc. Poczuj jak z każdym wydechem Twoje ciało opuszczają wszelkie napięcia, a z każdym wdechem wypełnia je relaks i przyjemne uczucie ciężkości. Następnie powróć do swego naturalnego rytmu i głębokości oddychania.

Twoje ciało jest rozluźnione, a Ty czujesz się wygodnie i bezpiecznie. Jesteś świadoma/-y tego, co znajduje się wokół Ciebie, pomieszczenia, w którym się znajdujesz, przedmiotów, które są w Twoim otoczeniu, jednak Twoja uwaga skupiona jest wyłącznie na Twojej osobie, Twoim oddechu oraz odczuciu coraz większego relaksu.

No to w drogę...
Nagle oczami wyobraźni widzisz jak pomieszczenie, w którym się znajdujesz, zaczyna się rozpływać. Powoli znikają śniany i wszystko to, co jeszcze przed momentem znajdowało się w twoim otoczeniu. Zamiast podłogi, dywanu czy łóżka, na którym przed chwilą się usadowiłaś/-eś, wyczuwasz ziemię i nieregularnie porozrzucane kępki mchu. Na razie wszystko jest bardzo mgliste, jednak im dłużej się rozglądasz, tym więcej szczegółów rozpoznajesz. Zaczynasz dostrzegać potężne świerkowe drzewa, z których każde jakby zachowywało swoją prywatną przestrzeń, leśną ściółkę pokrytą gdzieniegdzie paprociami, na których wciąż srebrzą się krople jesiennego deszczu, jaki niedawno musiał spaść, wyczuwasz zapach świerkowego lasu oraz wilgoć, jaka w nim panuje. Jest dosyć zimno, lecz nie na tyle, byś czuł/-a duskomfort.

Po chwili dostrzegasz również, że przez miejsce, w którym się znajdujesz, przebiega ledwo widoczna leśna ścieżka. Kiedy spojrzysz w prawo, możesz dostrzec na jej końcu delikatne rozwidlenie, sygnalizujące, że najprawdopodobniej znajduje się tam polana. Kiedy spojrzysz w lewo, widzisz, że tam las staje się jeszcze ciemniejszy, gęstszy i bardziej ponury niż tu, gdzie jesteś. Podnosisz się i tą właśnie stronę wybierasz. Idziesz powoli, wsłuchując się w dźwięk własnych kroków, szum lasu i jego ptasich mieszkańców, którzy od czasu do czasu odzywają się śpiewnie. Im dalej w las idzisz, ich głosy jednak milkną, a ty przestajesz słyszeć nawet własne kroki. Jest nienaturalnie cicho, a ponura magia tej części lasu opatula cię coraz szczelniej niczym pajęcza nić. Chciałbyś/-abyś zawrócić, jednak nie robisz tego, bo czujesz, że musisz iść dalej.

W pewnej chwili las nagle się kończy, a ty stajesz na skraju niemal tak samo ciemnej jak las polany, po środku której dumnie rośnie olbrzymi dąb. Wydaje ci się dziwny, nie jesteś nawet pewna/-y czy jest on prawdziwy, jednak powoli udajesz się w jego stronę. Niebo nad twoją głową jest czarne niczym smoła, nie jesteś w stanie dostrzec ani gwiazd ani księżyca. Podchodzisz do dębu i zauważasz u jego podstawy pięknie rzeźbione wejście, wysokie na nie więcej niż metr. Nie zastanawiając się długo, schylasz się i wchodzisz do wnętrza potężnego drzewa. Czujesz, że to właśnie to miejsce stanowi cel twojej wędrówki.

Nagle, zaledwie kilka centymetrów od ciebie, rozbłyskuje oślepiające światło, a przed tobą staje lekko przygarbiona postać starej Wiedźmy. Nie od razy widzisz jej twarz, jednak kiedy twoje oczy przyzwyczajają się do światła, spostrzegasz, że wygląda ona zupełnie jak ty, choć dużo starsza. Przyglądasz jej się przez chwilę, a ona uśmiecha się do ciebie łagodnie i wyciąga do ciebie dłonie - ty odpowiadasz tym samym. Wtedy też słyszysz w swoim wnętrzu głos, który wiesz, że należy do Staruchy, choć na jej nieruchomych ustach widnieje jedynie ten sam łagodny uśmiech, którym cię powitała: <<Jestem twoim Wewnętrznym Nauczycielem, tą, która zna twe przeznaczenie i wie, co znajdziesz na końcu dróg, które wybierzesz. Pytaj, o co pragniesz.>> Nie spiesz się! Poświęć tyle czasu na rozmowę, ile jest ci potrzebne i bądź otwarta/-y na odpowiedzi, które nie koniecznie mogą okazać się tym, czego się spodziewasz.  

.....
.....
.....
.....
.....
.....

Kiedy wasza rozmowa dobiegnie końca, podziękuj Wiedźmie za otrzymaną wiedzę i spotkanie, ukłoń się nisko, a kiedy poczujesz, że wokół ciebie ponownie panuje pierwotna ciemność, odwróć się w stronę wejścia i powróć na polanę. Odnajdź ścieżkę, która doprowadziła cię do tego miejsca, a następnie zanurz się w las, kierując się powoli do miejsca, z którego rozpoczęła się twoja wędrówka. Tu również nie spiesz się! Niech twój powrót będzie łagodny i spokojny. Delektuj się zapachem wilgotnego, jesiennego lasu, i ciesz spotkaniem, jakie stało się twoim udziałem.

Powrót do tu i teraz...
Kiedy dotrzesz do miejsca, z którego wyruszyłaś/-eś, usiądź lub połóż się na ziemi i biorąc kilka głębszych wdechów, pozwól, by twoje powieki opadły swobodnie. Poczujesz wtedy jak otaczający cię las rozpływa się, a w jego miejsce pojawia się pomieszczenie, które wybrałeś jako początek dla swojej podróży. Poczuj to miejsce, do którego powróciłaś/-eś, poruszaj palcami stóp i dłoni, a następnie, kiedy poczujesz gotowość, otwórz oczy.

* * *

czwartek, 13 listopada 2014

SPIESZMY SIĘ KOCHAĆ LUDZI...


Siedzę przed wielkim, pustym oknem zajmującym większość ściany mojego biura i wpatruję się w krople deszczu leniwie spływające po szybie. Dokładnie tak jak robiły to przedwczoraj i jeszcze dzień wcześniej, i jeszcze wcześniej, i za każdym razem, kiedy niebo zaciągało się ciężkimi chmurami. Niby nic się nie zmieniło... Świat nadal idzie do przodu, za oknem wciąż ten sam widok, z kaloryfera wydobywa się ten sam usypiający szum wody, a na biurku ta sama sterta papierów, która leżała tu tydzień temu. Niby nic się nie zmieniło, a zmieniło się tak dużo w małych wszechświatach wielu ludzi...

Dziś pogrzeb  mojej koleżanki. Osoby, której nie spotkałam zbyt wiele razy, ale która należała do tych ludzi, którzy z miejsca zapadają w serce i na zawsze już tam pozostają. Osoby na tyle bliskiej, by była na moim ślubie, skakała przez naszą zrękowinową miotłę i tańczyła na naszym weselu. Osoby, która ujmowała delikatnością, życzliwością i uśmiechem. Śliczna i bardzo młoda, od zaledwie kilku miesięcy mężatka, nie siedząca na tyłku i nie marudząca na złych polityków i złe polskie życie, ale faktycznie próbująca coś zmienić. Zginęła tragicznie w wypadku samochodowym zaledwie w pół godziny po tym, jak brała udział w akcji mającej na celu poprawę bezpieczeństwa na jednej z polskich dróg, niosąc szyld z napisem ‘Zbyt wiele nas tu ginie’. Los ma gorzkie poczucie humoru...

Jeszcze dwa tygodnie temu pisałam, że nie mam wielkiego doświadczenia ze śmiercią, a kiedy w samhainowym rytuale padały imiona bliskich nam osób, którzy ciałem nie są już z nami, ja nie miałam nikogo do dodania. Teraz już mam... Podobnie jak mam w sobie nieukierunkowany i nie do końca zdefiniowany żal, że odeszła od nas osoba, która jeszcze tyle mogła zrobić, przeżyć, doświadczyć. I to pytanie ‘dlaczego?’, dudniące bezgłośnie i wyciskające łzy, które w ten sam leniwy sposób, co krople deszczu po szybie, spływają teraz po moich policzkach.

Spieszmy się kochać ludzi, bo tak szybko odchodzą. Tak często nagle i niespodziewanie, tak często dużo za wcześnie..

Madziu, niech Bogini otuli Cię swoim ciepłym płaszczem, a Twoją rodzinę ukołysze, dając ukojenie w bólu, jaki stał się ich udziałem. Do zobaczenia po drugiej stronie! <3


czwartek, 6 listopada 2014

PRZYJEMNOŚĆ, CIELESNOŚĆ, SEKSUALNOŚĆ. Pełnia Księżyca w znaku Byka (6.11.2014)



Medytacja do samodzielnego wykonania dzisiejszej nocy.


Wyciszenie...
Znajdź wygodne i ciche miejsce, w którym nikt nie będzie Ci przeszkadzał. Przyjmij taką pozycję, która wydaje Ci się najwygodniejsza, siedząca bądź leżąca, w której będziesz w stanie pozostać przez kolejne kilkanaście minut bez potrzeby jej zmiany. Zakmnij oczy i weź kilka głębszych oddechów. Wdychaj powietrze nosem, wypełniając najpierw przeponę, a dopiero później płuca; wydychaj ustami, wydając delikatny dźwięk jakby szumu morza, uwalniając powietrze najpierw z przepony, a dopiero w następnej kolejności z płuc. Poczuj jak z każdym wydechem Twoje ciało opuszczają wszelkie napięcia, a z każdym wdechem wypełnia je relaks i przyjemne uczucie ciężkości. Następnie powróć do swego naturalnego rytmu i głębokości oddychania.

Twoje ciało jest rozluźnione, a Ty czujesz się wygodnie i bezpiecznie. Jesteś świadoma/-y tego, co znajduje się wokół Ciebie, pomieszczenia, w którym się znajdujesz, przedmiotów, które są w Twoim otoczeniu, jednak Twoja uwaga skupiona jest wyłącznie na Twojej osobie, Twoim oddechu oraz odczuciu coraz większego relaksu.


No to w drogę...
Nagle oczami wyobraźni widzisz, jak pomieszczenie, w którym się znajdujesz, zmienia się. Znika dach, ukazując piękno rozgwieżdżonego nieba, nad którym góruje wspaniały księżyc w pełni, znikają wszystkie przedmioty i meble wokół Ciebie, a Ty odnajdujesz siebie siedzącą/-ego/leżącą/-cego w pustym pokoju o czterech czarnych ściach, gdzie po środku każdej z nich znajdują się równie czarne, drewniane drzwi.

Przez chwilę wpatrujesz się w piękny księżyc nad Twoją głową, po czym podnosisz się z podłogi i odwracasz w stronę drzwi znajdujących sie dokładnie za Twoimi plecami. Podchodzisz do nich i łapiesz za klamkę, jednak jeszcze ich nie otwierasz. Wiesz, że za drzwiami znajduje się kolejne pomieszczenie, również o czterech ścianach, jednak czujesz, że jest tam również coś jeszcze i że energia z niego płynąca jest zupełnie inna.

Otwierasz drzwi i wchodzisz do pomieszczenia, które się za nimi kryje. Pokój jest prawie pusty, jego ściany są w kolorze głębokiej czerwieni, a jedynym przedmiotem, jaki w nim się znajduje, jest piękne, wielkie lustro stojące dokładnie naprzeciw Ciebie. Podchodzisz do niego powoli, jednocześnie czując, jakby czerwone ściany płonęły, z każdym krokiem rozpalając coraz bardziej również Twoje własne ciało. Jest to przyjemny żar, który wypełnia każdą część Twojego ciała. Jest Ci przyjemnie i czujesz się dobrze i bezpiecznie z buzującą w Twoim ciele energią. Czujesz się dobrze z tą cielesną przyjemnością oraz pasją, jaką niesie ze sobą ogień czerwonych ścian.

Dochodzisz do lustra i początkowo widzisz w nim jedynie swoje odbicie, wiesz jednak , że nie jest to zwyczajne lustro. I im dłużej wpatrujesz się w nie, zaczynasz dostrzegać, że Twoja własna postać zmienia się, a Twoim oczom ukazują się obrazy. To lustro to lustro Twoich cielesnych pragnień, tych najgłębszych, najbardziej skrywanych; tak zmysłowych, jak tylko pragniesz, tak dzikich, jak tylko pragniesz, tak seksualnych jak tylko pragniesz. To lustro ukazuje Ci Ciebie otrzumującą/-cego przyjemność, o jakiej marzysz. W pokoju jesteś sama/sam i nikt nie jest w stanie spojrzeć w Twoje lustro pragnień. Jesteś tam tylko Ty, Twoje lustro i Twoje własne pragnienia. Teraz jest czas, by się im przyjrzeć, bez oceniania i bez szufladkowania. Teraz jest czas, by pobyć ze sobą, sobą prawdziwą/-wym aż do bólu, oraz z pragnieniami, których może nie masz odwagi spełnić przebywając w świecie, który jest Ci znany jako ten realny.  Patrz i czuj, gdyż to lustro pozwala nie tylko zobaczyć, ale i doświadczyć tego, co widzisz. Możesz więc stopić się ze swoim odbiciem, jeśli tylko tego chcesz, i w pełni odczuwać przyjemność, jaką niosą pojawiające się w nim obrazy.

.....
.....
.....
.....
.....
.....


Powrót do tu i teraz...
A teraz powoli oddziel się od swego odbicia i, zatrzymując uczucie przyjemności w ciele, ponownie zobacz siebie stojącą/-ego przed lustrem, z którego znikają obrazy i pozostaje jedynie Twoje własne odbicie. Obróć się w stronę drzwi, które wprowadziły Cię do tego pokoju o czerwonych ścianach, podejdź do nich i powróć do pokoju o czarnych ścianach, do miejsca, z którego zaczęła się ta podróż. Ponownie połóż się bądź usiądź na podłodze i nim zamkniesz oczy, spójż ponownie na niebo nad Twoją głową i na błyszczącą tarczę księżyca, czując wdzięczność za to, czego doświadczyłaś/-łeś. Następnie zamknij oczy i poczuj jak pomieszczenie o czarnych ścianach znika, a w jego miejsce pojawia się znany Tobie pokój. Poczuj swoje ciało siedzące bądź leżące, poruszaj palcami stóp i dłoni, a następnie, kiedy poczujesz gotowość, otwórz oczy.



* * *

czwartek, 30 października 2014

„Tragedią życia nie jest śmierć...” Samhain 2014



Nie mam wielkiego doświadczenia, jeśli chodzi o śmierć – chyba, że własną.


Umierałam wiele razy i z wielu powodów. W ciele fizycznym i w sobie samej. Najczęściej umierałam z własnego wyboru. Z miłości bądź z poczucia misji, przeważnie jednak ze strachu przed bólem i by mieć już ‘to coś’ za sobą. Umrzeć, pogrzebać, postawić kwiaty na zimnym, marmurowym grobie, zapłakać po raz ostatni i nareszcie zapomnieć. I tak uśmiercałam ciało, nadzieję, marzenia i wiarę w Boga i ludzi...


Dziś - kiedy za progiem kolejny Samhain - jest inaczej. Dzisiaj już nie chcę umierać. Nie patrzę w siebie, by użalić się nad tym, co obumarło, nie żegnam się z tym, co odeszło bądź odchodzi, ale by dostrzec to, czemu umrzeć nie mogę pozwolić; nawet gdyby cały świat właśnie w tą stronę pchał. Dziś, szykując się na kolejną wyprawę do Anglii i na kolejny sabat, na spotkanie z duchami przeszłości, ze swoimi przodkami i na zejście do własnych podziemi, gdzie czeka na mnie Bogini, wybieram życie. Dla siebie, dla swoich marzeń, dla planów i dla wartości, którym - bez względu na to, co o tym myśli świat - chcę być wierna.



wtorek, 16 września 2014

„Wszystkie akty przyjemności są moimi rytuałami.” Równonoc Jesienna 2014


Tego roku jesień przyszła do nas wcześniej niż zwykle. Zanim jeszcze drzewa zdążyły przybrać kolorowe stroje, a wieczory stały się na prawdę zimne, jesień czuć było już w powietrzu. To, co dodatkowo zdaje się wyróżniać ją od pozostałych, to brak melancholii rozlewajacej się zazwyczaj o tej porze roku w moim sercu. Działam, żyję, spotykałam ludzi i tworzę. Nie poddaję się smutkowi przemijania, jakby tym razem mnie to nie dotyczyło, i nie użalam się ani nad sobą ani nad ludźmi, którzy z jakiś powodów znikąją z mojego życia. Może to efekt letnich warsztatów tantry, które tchnęły we mnie zupełnie nowego ducha, a może poprostu rezultat dojrzewania (choć biorąc pod uwagę dawną przepowiednię jednego z astrologów, według której mam dojżeć dopiero w wieku 32, raczej obstaję przy pierwszej opcji). Wiem w każdym tazie, że jest mi z moim życiem bardzo dobrze; życiem, w którym gości coraz większy spokój i poczucie równowagi.

Dla niektórych może się to wydać zaskakujące, ale w jesieni najbardziej kocham croissanty z czekoladą i świeżo parzoną kawę o poranku. Uwielbiam wtedy chodzić do pracy piechotą, zachaczając o znajdującą się kilka pięter pod naszym mieszkaniem kawiarnię. Uwielbiam ten moment, kiedy wchodzę do środka i delektuję się oczekiwaniem na ten boski napój, wdychając najpiękniejszy pod słońcem zapach mielonej kawy. A potem wychodzę na zewnątrz, biorę głęboki wdech, by wypełnić płuca świeżym powietrzem – niczym smakosz wina, który po każdym łyku musi przepłukać ustra wodą, by poczuć w pełni smak kolejnego - zamykam na chwilę oczy, ciesząc się ciepłem nadal nisko wiszącego słońca i tym wyjątkowym zapachem jesiennego poranka, i w końcu biorę pierwszy łyk. Czysta ekstaza! A wtedy nie trzeba mi już nic więcej jak tylko czekoladowego croissanta ze sklepu nieopodal, by dopełnić tą poranną orgię zmysłów! Co ciekawe, nigdy nie mam takich „zachcianek” w innych okresach roku, tak jakby były one zarezerowane właśnie na czas pomiędzy świętem Lammas a jesienną równonocą, stanowiąc swoistą celebraję tego czasu w Kole Roku.

Dlaczego moja jesienna celebracja przyjemności nosi w sobie właśnie zapach kawiarnianej kawy i smak crosaintów, tego nie wiem, ale gdzieś pod skórą czuję, że jak wiele innych elementów w moim życiu, również i ten stanowi jakąś formę wprowadzania w nie równowagi. Zawsze lubiłam ekstrema, jednak z każdym rokiem coraz bardziej turlam się ku sobie jako tej, która czerpie przyjemność ze spokoju, jaki niesie znajdowanie złotego środka; bez względu na to czy chodzi o uczucia, wypowiadane oceny czy podejmowane decyzje. Również kiedy od czasu do czasu spoglądam w tył – a jesień, jaka by nie była, zawsze refleksjom na temat przeszłości sprzyja – widzę, jak zmienił się mój sposób patrzenia na nią. Co było, to było, część wyszła lepiej, część gorzej, niektóre chwasty zauważone pośród dobrych plonów udało mi się odsiać, inne nadal gdzieś tam się kryją, jednak czuję, że nie ma co temu faktowi poświęcać zbyt wiele uwagi, chyba, że takie zatrzymanie się nad przeszłymi sprawami ma służyć budowaniu lepszego jutra. Chociaż  i w tym wypadku mam wrażenie, że teraz nie jest dobry czas ani na zastanawianie się nad budowaniem przyszłości ani nad analizami nad dniem wczorajszym. Teraz jest czas na tu i teraz, na przepyszną, świeżoparzoną latte i czekoladowego croissanta J 

BB 

* * *

środa, 30 lipca 2014

LAMMAS - NAUKA PUSZCZANIA

Trzymam się mocno. Przekonań, które dawno straciły swoją ważność, emocji, które zamiast przynosić pełniesze przeżywanie teraźniejszości, utrwalają mnie w przeszłości, myśli, które nie służą niczemu więcej jak tylko użalaniu się nad sobą, wizjom i planom na życie, które dawno się przeterminowały. Trzymam się ich, bo mimo wszystko są mi znane, udomowione, dające poczucie bezpiecznej niezmienności i bez względu na to, jak przeszkadzające, raniące czy wyniszczające, to nadal „dobre”, bo swoje i przewidywalne w swoim działaniu. Chodowane miesiącami bądź latami, są jak grzyb na ścianie mieszkania, którego nic nie może usunąć, bo trzyma go tam moje własne, często nie w pełni uświadomione, przywiązanie, bądź jak przejrzało jabłko, które choć dawno powinno było spaść, uparcie trzyma się gałezi, tak jakby to miało odmienić jego los.


W powietrzu i na polach lato już w pełni. W ciepłych promieniach lipcowo-sierpniowego słońca dojrzewają plony Matki Ziemi. Te, których nikt nie zbierze, dojrzeją i opadną, by - jak działo się to od setek tysięcy lat – umierając, dać miejsce nowemu. Jedne staną się pokarmem dla zwierząt, inne zagnieżdżą się w ziemi, by kiedyś w przyszłości narodzić się do nowego życia i wzrastając, ukazać światu swoje piękno w nowym wcieleniu.

W tym roku powiew wiatru pachnący ściętym zbożem i zapowiadający nadejście lammasowego sabatu był inny niż zwykle - chłodniejszy pomimo upałów i choć jak co roku melancholijny i dosyć leniwy, to jednak niosący w sobie dziwne poruszenie. Nauka, która wraz z nim do mnie przyszła, też była inna niż w minionych latach.

Od tygodni czułam, że coś się zbliża, a dzięki sporej ilości nagle spadłego z nieba wolnego czasu, mogłam poświęcić się uważniejszemu i głębszemu oddychaniu* oraz obserwacji siebie. Przyglądałam się motywom, które mną kierują, emocjom, które się we mnie pojawiają, myślom, którym poświęcam swój czas i energię. Przyglądałam się i oceniałam to, co sama niegdyś zasadziłam i co wychodowałam. Przyglądałam się moim własnym plonom, znajdując wśród nich wiele, które dadzą mi siłę w mojej dalszej wędrówce, ale również wiele, których czas się skończył i które muszę puścić, pozwalając im odejść. Nie ze złością czy wyrzutami sumienia - bo jeśli się nad tym głębiej zastanowić, to te wszystkie plony-do-wymiany zostały przeze mnie wychodowane w dobrej wierze; dla ochrony przed bólem, przed zejściem z obranego szlaku czy przed niechcianą prawdą – ale z szacuniem dla samej siebie i wdzięcznością za ten czas pierwszych zbiorów.  

Tak więc tego lata uczę się puszczać! J Z radością i uśmiechem na twarzy, z wdzięcznością w sercu i z motylami w brzuchu (my wodniki kochamy rewolucje J), w towarzystwie tych wszystkich, którzy wraz ze mną staną w lammasowym kręgu, oraz tych, którzy na lammasowych ołtarzach zdecudują się złożyć nie tylko te dobre, ale i te gorsze plony J

Blessed Be!

*Często zapominamy jak ważna jest to czynność! Kiedyś pewnie o tym napiszę J


* * *

piątek, 9 maja 2014

Konferencja w Krakowie (22-24 sierpnia 2014) - ostatnie wolne miejsca!

Wiccański Krąg, we współpracy z PFI Polska, zaprasza na konferencję


KRAKÓW 22-24 Sierpnia 2014

"To jedyna impreza tego typu w Polsce, więc lepiej jej nie przegapić.  Konferencję otworzy wraz z nami Morgana (koordynatorka miedzynarodowej PFI) i mamy nadzieję, że w piątek wieczorem - przed konferencją uda nam się zorganizować spotkanie zapoznawcze, w czasie którego można bedzie poznać i pogadać z wiccanami z roóżnych krajów i z prelegentami oraz nabyć książkę Morgany 'Poza miotłą'. Do tej pory na wiccaniskach pokazywaliśmy Wam rytuały otwarte bardziej pogańskie - tym razem będzie można wziąć udział w rytuale enochiańskim i poznać rytuały magii ceremonialnej, które mialy duży wpływ na kształtowanie się wiccańskiego rytuału. Serdecznie zapraszam."
Agni, główna organizatorka
  
ZOSTAŁO JUŻ TYLKO KILKA MIEJSC!!!

Wykłady

Vivianne Crowley
Wicca jako duchowa alchemia (wykład)
Wicca jest formą pogańskiego czarownictwa. Jest również tradycją misteryjną i ścieżką osobistej transformacji.Ten wykład przedstawi niektóre głębsze znaczenia i symbolikę Wicca oraz jej związków z duchową alchemią.

Chris Crowley
(warsztat);
Wszystko zostanie wyjaśnione na miejscu.

Vivianne and Chris
Alchemiczne zaślubiny Księżyca i Słońca (eksperymentalny rytuał)
Wszystko zostanie wyjaśnione na miejscu.

Rufus Harrington
Magia enochiańska, Alchemia zamiany żon i Wielka Dzieło (wykład)
W centrum systemu Enochii znajdują się misteria Alchemiczne, seks i Magia. Rufus Harrington wprowadzi was w misteria Enochiańskiej Magii, dzieła Johna Dee, Edwarda Kelly i ich długo cierpiących żon.
Tego samego dnia wieczorem odbędzie się rytuał enochiański. Osoby pragnące mieć aktywne role podczas rytuału powinny uczestniczyć w tym wykładzie.

Hermetyzm i Świątynia Feniksa (warsztat)
Rufus nauczył się systemu hermetycznego w aleksandriańskim kowenie, do którego był inicjowany 30 lat temu. Jest to system medytacji, który uczy wewnętrznych form magii. Pokazuje adeptowi, jak zbudować wewnętrzną świątynię w której dokonać można alchemicznego zjednoczenia męskiego i żeńskiego aspektu duszy. Rufus wprowadzi was w podstawy hermetyzmu i przedstawi profesjonalnie nagraną serię medytacji, które możecie ściągnąć z Internetu, jeśli zechcecie nauczyć się tego systemu. W trakcie warsztatu zapoznacie się ze Świątynią Feniksa, magiczym wiccańskim zakonem, który naucza Sztuki Hermetyzmu.

Enochiańska magia Johna Dee. Otwieranie Bram Płonmienia (rytuał)
W 1584 roku, podczas pobytu w Krakowie, John Dee i Edward Kelly otrzymali zesłaną przez Anioły wizję, która odsłoniła przed nimi tajemicę Strażnic i Kluczy Enochiańskich. Są one samym sercem enochiańskiego systemu magicznego. Magowie długo wierzyli, że Kraków jest magiczną bramą między światami. Celem wieczornego rytuału będzie praca z tą bramą przez działania alchemiczne kapłanów i kapłanek, by otworzyć misterium Enochiańskich Strażnic i aktywować je z użyciem Enochiańskich Kluczy. Na ten rytuał może przyjść każdy, ale osoby chcące mieć aktywną rolę, powinny uczestniczyć we wcześniejszych warsztatach.

Melissa Harrington
Neopogański renesans – rys historyczny, socjologiczny i psychologiczny (Wykład i dyskusja)
Współczesne pogańskie czarownictwo istnieje zaledwie od 1954 roku, jednak urosło gwałtownie i dziś jest często określane mianem “najszybciej rosnącej religii świata”. Melissa poprowadzi nas przez ten wzrost, od jednego kowenu, do religii rozpoznawanej na świecie, zwracając uwagę na procesy psychologiczne i socjologiczne zachodzące podczas tego wzrostu oraz przeanalizuje legendy, które pojawiły się w trakcie jej ewolucji.

Podstawowa logika współczesnych konstrukcji rytualnych, na przykładzie Liber Samekh (warsztat i rytuał);
Współczesna magia tranformacyjno-religijna nie jest tak skomplikowana,jak mogło by się wydawać na pierwszy rzut oka. W tym wykładzie i warsztatach Melissa opowie o najważniejszych modelach magii i gnozy i pokaże jak łatwo można zaadaptować wszystko, czego mechanizm rozumiemy, zwłaszcza kiedy pasują do tego samego modelu magicznego. Użyje do tego osobistego rytuału Aleistera Crowleya do osiągania jedności ze swoim Świętym Aniołem Stróżem, jako otwartego rytuału pogańskiego dla wielu uczestników.

Jean Fowler
Amrita lub Misja Eliksiru Nieśmiertelności (dyskusja)
Amrita oznacza w sanskrycie nieśmiertelność lub nektar nieśmiertelności wywodzący się od greckiej Ambrozji. Eliksir życia, fontanna wiecznej młodości i alchemiczna tajemnica magicznej odnowy. Wykład ten sprawdza i odsłania historyczne dowody na istnienie tej niezwykłej substancji i jej magicznego znaczenia.

Krzysztof Azarewicz
Tarot i Alchemia (wykład)
Tarot, podobnie jak ilustracje w alchemicznych księgach, jest kluczem, pomagającym odszyfrować tajemnice natury. Karty są bramami inicjacyjnymi. Tarot i Alchemia są powiązanie nie tylko przez bogactwo symbolicznych znaków, oba systemy pokazują proces transformacji psychiki w etapach (kartach Tarota lub Pracach alchemicznych). W tej prezentacji, bogato ilustrowanej na slajdach, Krzysztof zademonstruje podobieństwa w symbolice „królewskiej sztuki” i „tajemnego Tarota”.

Sean Cundy
Alfabet pragnień jako narzędzie auto-transformacji (wykład)
Sean opowie o “alfabecie pragnień”, jako narzędziu nie tylko do dywinacji, lecz również jako środek do transformacji. Opierając się na przykładach z prac Austina O. Spare, Petera Carroll i innych, Sean pokaże jak skonstruować i używać alfabetu, by efektywnie transformować swoje wnętrze.


Więcej informacji nt. konferencji znajdziesz tutaj.

* * *