sobota, 21 grudnia 2013

Noc Zimowego Przesilenia

I staję  oko w oko z nocą. Może nie najdłuższą, ale na pewno najciemniejszą.

Już tu kiedyś  byłam. Pamiętam ciemność i zimno, i strach. Pamiętam kamienną posadzkę, bose stopy i własny ciężki oddech. Krople potu i urażonej dumy pomiędzy piersiami, na policzkach cierniowe łzy, w ustach krwawy smak. I znowu jest noc, głęboka noc. Koło się zamknęło. Po latach wielkie Koło Życia wykonało swój obrót, by powrócić. Ale czy aby w dokładnie to samo miejsce?

Jestem. Stoję. Prosto i z głową uniesioną. Świadoma szalonej walki w głowie, świadoma niewidzialnej dziury w brzuchu, świadoma oddechu, świadoma siebie. A więc coś się jednak zmieniło. Czy zmieniło się miejsce czy zmieniłam się ja?

I nagle słychać śmiech. Mój własny, choć z początku jakby obcy. Śmiech wypełniający świat i moje własne obolałe żalem ciało. Coraz głośniejszy, coraz pełniejszy, coraz… Śmiech, który niszczy powagę chwili, poważnej i głębokiej chyba tylko dla zasady. Niczym delikatna zorza na północnym niebie. Rozjaśnia i maluje, nie niszcząc piękna ciemności.


I w chwili znika i zimno i strach. A ciemność pieści i tuli, i tańczy. Więc roześmiana tańczę i ja. Nie na kamiennej posadzce! Teraz już wiem, że to pod stopami to nie podłoga – to marmurowy ołtarz Bogini.
 


1 komentarz:

  1. Piękne. Czytając, dusza unosi się leciutko. Piękno nocy jest czymś czego większość ludzi nie dostrzega. Moim marzeniem było od dziecka ujrzeć na żywo zorzę. Ciekawe czy kiedyś to marzenie spełnię.

    OdpowiedzUsuń