sobota, 5 października 2013

Jesienne refleksje. Równonoc.

Jakiś czas temu zadzwoniłam do przyjaciela. Nie jest to najodpowiedniejsze słowo na określenie naszej relacji, jednak lepsze chyba tak naprawdę nie istnieje. Jest to bowiem jedna z tych osób w moim otoczeniu, o których mogę powiedzieć, że bardziej ich czuję niż znam, że są bliscy i dalecy jednocześnie, a wymiana między nami zachodzi nie tyle podczas rozmów, ile w ciszy pomiędzy słowami i przestrzeni pomiędzy spotkaniami. Tak więc zadzwoniłam do przyjaciela, pozytywnego wariata, żeby zapytać jak się ma. Odpowiedź nie zdziwiła mnie i właściwie zdziwić nie mogła, bo od kiedy go znam, u niego zawsze jest wszystko w porządku. I nie dlatego, że obiektywnie jest – w ostatnich latach rozpadła mu się żona (a przy tym małżeństwo), ułożone życie zachwiało się w posadach, musiał zmierzyć się z żalem, bólem, poczuciem zawiedzenia, z kłopotami finansowymi - ale dlatego, że w jego oczach nic nie dzieje się bez przyczyny i wszystko stanowi przyczynę dla czegoś nowego. Parę miesięcy temu w ramach spełnienia dawnych marzeń i podążając za maksymą „jeśli nie teraz, to kiedy”, wypowiedział mieszkanie, część rzeczy sprzedał, część oddał, a resztę zapakował w cztery duże walizy i przeprowadził się… do samochodu. Przez jednych okrzyknięty świrem, przez innych uznany za uosobienie wyzwolonego umysłu, mieszkał tak sobie gdzie chciał, gdzie było najwygodniej lub gdzie widok o poranku był najpiękniejszy, szczęśliwy i spełniony, mimo oczywistych niewygód, z tym samym co zwykle promiennym uśmiechem na twarzy. I wszystko byłoby cudownie, gdyby któregoś dnia ktoś nie postanowił zaczaić się i okraść mu „domu”. Z jednej strony nie zginęło aż tak wiele - kilkanaście koszul, kilka kurtek, śpiwór, dwie gitary, torba fotograficzna, trochę kosmetyków itp. – z drugiej jednak to był przecież niemal cały jego dobytek. A on? A on z lekką nostalgią w głosie pożałował jedynie dysków, na których znajdowały się pliki ze zdjęciami z jego podróży; zdjęciami niezwykłymi, bo zawierającymi utrwaloną wolność, przestrzeń, wiatr, zapachy, smaki…

Cała ta sytuacja wydarzyła się kilka tygodni temu, niedługo przed ostatnim sabatem, i przywiodła mi na myśl dwie refleksje. Podczas medytacji w okresach równonocy – jesiennych czy wiosennych - zawsze koncentrowałam się na równowadze, tej w życiu i w przyrodzie. Nigdy natomiast nie zastanowiłam się nad tym, że równowaga, a przynajmniej ta najłatwiej zauważalna, bo niewymagająca przyjęcia szerokiej perspektywy, trwa bardzo krótko. W samym Kole Roku to przecież tylko 2 na 365 dni! I w życiu jest dokładnie tak samo. Równowaga istnieje, jednak ciężko wyznaczyć dla niej konkretny punkt. Najczęściej możemy powiedzieć, że w danej sferze życia jesteśmy albo na wozie albo pod wozem. I dopiero spoglądając na całokształt naszej twórczości niejako z góry, jesteśmy w stanie dostrzec, że nie ma czegoś takiego jak „pod” czy „nad” – jest po prostu wóz; idealnie wyważony, idealnie skonstruowany. 
I druga myśl. Obserwując siebie i ludzi wokół zaczynam coraz częściej dostrzegać fakt, że najszczęśliwsi są jednak ludzie bogaci. Trik polega natomiast na tym, że – podobnie jak w przypadku piękna - pojęcie bogactwa jest względne. Bo jak często mawia mój tato (który pod względem finansowym znajduje się w tej lepiej żyjącej części naszego społeczeństwa), bogatym nie jest ten, kto obiektywnie dużo posiada, ale ten, kto się za takiego uważa. I to i widać i czuć. Bogaci są uśmiechnięci i pozytywnie nastawieni do otaczającej ich rzeczywistości. Żyją jak chcą, robią, co chcą, mają otwarte umysły, są prawdziwi i niestety nadal dosyć rzadcy. I choć ich bogactwa nie da się wpłacić na konto, nie można za nie kupić giełdowych akcji ani ulokować ich w nieruchomościach, to jednak ludzie bogaci - jeśli tylko chcą - potrafią to swoje wewnętrzne bogactwo przełożyć na materialny dostatek.   

Tak więc, oby Bogaczy przez duże B było coraz więcej i obyśmy w każdej sytuacji dostrzegali to, co może nam ona przynieść dobrego. Bo choć prawem natury jest dążenie do równowagi, to nasze życie bardziej przypomina sinusoidę niż linię prostą, i ani wzloty ani upadki nie mogą trwać w nieskończoność.