poniedziałek, 19 sierpnia 2013

Jak rozpoznać ludzi, których już nie znamy… Czas żniw.

Wszystkim, których rozpoznaję na nowo; tym, z którymi pożegnania są zapowiedzią jeszcze piękniejszych przyjaźni; i nawet tym, z którymi rozchodzę się z prawdziwą przyjemnością.


W trakcie swojego życia spotykamy różnych ludzi. Z jednymi się zaprzyjaźniamy, pokochujemy, wiążemy na lata, innych odpychamy, znienawidzamy, ignorujemy. Jedni stają się naszymi nauczycielami, inni nic nieznaczącymi epizodami. Za jednymi tęsknimy, gdy odchodzą, innych żegnamy wyzwiskami. Czasem dzieje się tak, że z nie do końca zrozumiałych powodów coś idzie źle i ludzie bardzo nam bliscy znikają z horyzontu, pozostawiając po sobie bolesną pustkę i uwierające poczucie niedopowiedzenia, niekiedy krzywdy, czasem natomiast ta sama pusta i ten sam ból powstają w wyniku naszych własnych wyborów, gdy żadna z opcji nam dostępnych nie wydaje się być idealnie dobrą czy jednoznacznie złą.

Okres pomiędzy świętem lammasowym i jesienną równonocą to mój ulubiony czas w pogańskim Kole Roku. A jednak wraz z zapachami nadchodzącej jesieni wiatr nieustannie przynosi mi w pakiecie wspomnienia nieszczęśliwie utraconych przyjaźni, źle zakończonych związków oraz pytania o przyczynę, o sens i o to, czy wszystko mogło potoczyć się inaczej. I właściwie nic w tym dziwnego, bo to przecież czas na takie właśnie refleksje. W Lammas bóg poświęca siebie dla dobra ludzi; podejmuje trudną decyzję o samoofiarowaniu, by cykl życia, śmierci i odrodzenia nie został przerwany ani naruszony; świadomie oddaje coś, by w zamian zyskać coś innego. Niedługo po tym, w Mabon*, osamotniona i nieco smutna, choć jednocześnie nosząca pod sercem jego nienarodzonego następcę bogini, udaje się do podziemi**, zabierając ze sobą melodie, bogactwo oraz kolory ciepłej pory roku. Ziemia powoli staje się chłodna i milcząca, a żniwa przypominają, że dobry plon pochodzi tylko z dobrego siewu.

Melancholia ogarnęła mnie i w tym roku, kiedy ponownie nadszedł czas żniw i podsumowywania dokonań, a jednak coś się zmieniło; coś, co pozwoliło przełamać dotychczasowy schemat. Ten rok nie przyniósł bowiem odpowiedzi, na które czekałam, w zamian za to pokazał jednak, że nie w nich, a w umiejętności wybaczania sobie samej kryje się prawdziwa nauka. Nie stał się środkiem przeciwbólowym (jak to się mówi: czas leczy rany), pokazał za to, że pamięć może zmotywować do starań o zmianę tego, co już dawno zdawało się być przesądzone. I nagle znalazły się drogi powrotu w miejsca, które niegdyś zarosły, i znalazły się bramy, choć wcześniej widać było tylko nieprzekraczalne mury. Pełne przejście przez jedne z nich zajmie jeszcze sporo czasu, a jednak wykonanie pierwszych kroków napawa nadzieją i pokazuje, że jest to wykonalne; inne z nich otworzyły się same, jakby od dawna czekały na właściwy moment i na gotowość obu stron.  Okazało się, że kiedy pojawiła się chęć i odwaga, pojawił się i sposób, a melancholię zastąpiło poczucie wykonania kawałka dobrej roboty, a do tego spokój oczekiwania na niosącą regenerację i odpoczynek zimę. Nie obyło się w prawdzie bez małych rozczuleń, bo jednak życie toczy się dalej, a pożegnania są czymś nierozerwalnie z nim połączonym. Coś musi odejść, by nowe mogło się narodzić. Są to jednak już inne pożegnania; nie smutne i nie rozrzewniające - jedne pełne słońca, inne pełne swoistej ulgi. 

* Tradycyjni wiccanie używają wyłącznie terminu równonocy jesiennej na określenie tego święta.
** W innej wersji schodzi ona do królestwa podziemnego dopiero w Samhain.    


* * *

5 komentarzy:

  1. Ulga... wiesz kiedy przyszła? Gdy pojawiła się pustka po stracie kogoś, kto był ważny, ale nie uświadomiłam sobie tego, póki nie odszedł. Gdzie więc ta ulga? Ano tu, gdzie pojawia się odpowiedź na pytanie - "dlaczego czuje pustkę?"
    Uświadomiwszy sobie, jednocześnie zrozumiałam gdzie popełniłam błąd. Nieprawidłowo oceniłam człowieka. Teraz żałuje, mam nauczkę, i wiem, że ta lekcja nauczyła mnie bardzo ważnej rzeczy. Nie oceniaj nim dobrze nie poznasz. A poznawanie ludzi, to rzecz przecie bardzo zacna.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  2. Każde uczucie, które często i spontanicznie wiążemy z czymś negatywnym (choć nieraz staramy się by tak nie było) jest przecież tylko lekcją. Ważną lekcją dostawania i rozpoznawania emocji. A także w pewnym sensie jej nieulegania. Bo gdy z czasem zdajemy sobie sprawę, że to tylko "taniec doświadczeń", nieco spuszczamy z tonu i zaczynamy inaczej patrzeć na życie. Miejsce personalnego stworzenia zastępuje wolna przestrzeń. Przestrzeń, w której od tej pory jest miejsce na wszystko.

    OdpowiedzUsuń
  3. Najważniejsza jest świadomość tego że nie możemy oceniać drugiej osoby z bardzo prostego powodu: nigdy nie znajdziemy się na jej miejscu, więc nigdy nie możemy być pewni jakbyśmy się zachowali gdyby nas spotkało podobne przeżycie... po latach doświadczeń unikam ludzi którzy już przy pierwszym kontakcie budzą we mnie lęk... szkoda tylko, że robię to dopiero teraz...po latach przykrych doświadczeń. Serdeczności.Didi

    OdpowiedzUsuń
  4. 'kiedy pojawia się odwaga i chęć pojawia się i sposób'
    brzmi jak przepis na eliksir spełnienia wszelkich życzeń, lub tajemny sposób działania dżina

    OdpowiedzUsuń
  5. Zgadzam się z Didi w zupełności! :-)
    A co do przepisu, to tak, to jest przepis i jeśli chodzi o kontakty z ludźmi, przepis sprawdzony ;-)

    OdpowiedzUsuń