niedziela, 4 listopada 2012

O zakończeniu kolejnego roku i asatryjskim Vetrablocie



W końcu chwila na oddech, na rozluźnienie pośladków i odpuszczenie starań w sprawach, z których już nic dobrego wyjść nie może. Zakończył się kolejny rok magiczny, na początek nowego jeszcze chwilkę poczekamy. I dobrze, bo po co się spieszyć. Czasem trzeba przecież zwolnić i dać sobie czas na poleniuchowanie, na odcięcie się od pędzącego świata, na zakopanie pod kocem, z książką i gorącą czekoladą w ręku, jakby cała rzeczywistość, poza naszą własną przestrzenią, przestała istnieć. A kiedy jest na to lepszy okres, jak nie teraz, kiedy nasz świat szykuje się na zimowy spoczynek, zwracając swoje oczy ku dolnym światom, ich władcom oraz ich mieszkańcom…?



Ze względów czysto praktycznych wiccanie swoje sabaty najczęściej obchodzą w weekendy, bez względu na to, czy pokrywają się one z wyznaczonymi datami świąt czy nie, aczkolwiek starając się, by był to weekend najbliższy danemu wydarzeniu. Samhain od zawsze był dla mnie jednak tym świętem, którego specyfika wydawała się narzucać przymus jego celebracji dokładnie w ostatnią noc października, nie zaś tydzień wcześniej, czy tydzień później. Mijający rok okazał się jednak łaskawy i choć wiccańskie obchody odbyły się już w połowie miesiąca, samhainową noc spędziłam w pogańskim gronie, pośród przyjaciół i nowo poznanych, pijąc miód na cześć bogów i w podzięce za to, że udało nam się dotrzeć na to wspólne świętowanie.  


A noc ta była piękna i niezwykła, przesiąknięta magią malejącego księżyca, chłodem jesiennej nocy i pasją odprawianych nad rzeką czarów. W rytualnym kręgu stanęli przede wszystkim asatryjczycy, ale również szamani, wiccanie oraz Ci, którzy określają się po prostu mianem pogan. Staliśmy wpatrzeni w roztańczony ogień, otoczeni delikatnym światłem zielonych latarni, otuleni kojącym zapachem wydobywających się z ogniska kadzideł i wsłuchani w słowa tej, która Vetrablotowi przewodziła.   


Asatryjski blot jest rytuałem ofiarnym ku czci bogów. Vetrablot to blot znaczący koniec ciepłej pory roku oraz początek zimnych nocy i Dzikich Łowów, blot poświęcony pamięci przodków, blot, podczas którego oddaje się cześć swoim zmarłym i wznosi miód za duchową wspólnotę celebrujących.

To był drugi blot, w jakim uczestniczyłam, choć we wszystkim przewyższał ten sprzed dwóch lat. Przybyli na niego tylko Ci, którzy przybyć mieli. Tym razem nie było tam przypadkowych widzów i pseudomagów, nie zaproszono asatryjskich „gwiazd”, a zebrani pozbawieni zostali widowiskowego bryzgania krwią. W zamian za to otrzymaliśmy możliwość doświadczenia prawdziwej wspólnoty, prawdziwego kręgu, który stał się miejscem spotkania z bogami, przodkami, duchami opiekuńczymi, disami i alfami. W ciszy słuchaliśmy kolejnych inwokacji, które z mocą piorunów i przy rytmicznym wtórze bębnów ulatywały w stronę rozgwieżdżonego nieba, rozchodziły się po otaczającym nas lesie, by ostatecznie rozpłynąć się – lecz nie zniknąć - w ciemnościach nocy. W ciszy słuchaliśmy też siebie nawzajem, wznoszących róg ku czci bogów i ludzi, wspominających, dziękujących i wyrażających nadzieje na przyszłość, by na koniec każdego toastu wykrzyczeć wspólne i coraz weselsze „Hail!”, i by tą radość przenieść następnie na postrytualną bibę.

Ta noc samhainowa była chyba najpiękniejszym – mimo że nie związanym z wicca - zakończeniem roku w moim pogańskim życiu i myślę, że zapamiętam ją na zawsze. Tak więc z podziękowaniem dla wszystkich, którzy przyczynili się do jej stworzenia, i z życzeniami owocnego przejścia przez ten okres ciemności i chłodu, zakończę swoje wynurzenia tekstem znalezionym na stronie www.asatru.com.pl:
     
                 
                "Pamiętam zawsze, że nie jestem tylko sobą,
jestem czymś więcej niż tylko mną samym.
Jestem moim ojcem, moją matką, jestem ich krwią,
mam w sobie ich miłość i ich gniew,
jestem ich dziełem, nadzieją i marzeniami.
Mam w sobie ich cierpienie i ich łzy,
ich radość, śmiech i ich odwagę,
ich porażki, namiętność i żar.
Jestem tym, co oni nosili w sobie,
w swoim sercu, w swojej duszy.
Jestem ich przyszłością.
Tym właśnie jestem. 
W moje ręce złożono nieoceniony skarb.
Dziedzictwo moich wszystkich przodków..."





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz