poniedziałek, 8 października 2012

NA POCZĄTKU BYŁA WICCA. POTEM BYŁY JUŻ TYLKO FORA…



Na początku był bezład, a Myśl unosiła się nad pustkowiem i tymi, którzy je zamieszkiwali. Znalazł się jednak człowiek, który posiadał możliwości większe niż inni. I rzekł człowiek <<Niechaj powstanie wielka misa, z której każdy będzie mógł się pożywić!>> I powstała wielka misa, do której każdy mógł przyjść i się posilić. I przychodziło wielu, różnego stanu i mówiących różnymi językami, by wspólnie zasiadać do posiłków, które wzmacniały ciało, krzepiły ducha i budowały poczucie wspólnoty. Z czasem jednak ludzie zaspokoili pierwszy głód i coraz częściej zaczęli rozglądać się dookoła, a ich uwaga skupiła się na sposobach jedzenia i różnicach między nimi istniejącymi. I nie było już zgody pomiędzy przychodzącymi do misy, ponieważ każdy uważał swój sposób jedzenia za lepszy od pozostałych. I rzekł człowiek, z którego słowa powstała misa <<To ja misę stworzyłem i to do mnie należy prawo decydowania, kto ma rację. Niechaj odejdą od misy ci, którzy ze mną się nie zgadzają.>> I odeszła część ludzi zdegustowanych nowym rozporządzeniem, by stworzyć własną misę na podobieństwo wielkiej misy. I stworzyli drugą misę, dostępną dla wszystkich, gdzie każdy mógł przybyć i jeść w sposób dla niego najodpowiedniejszy. Jednak ten stan nie mógł trwać wiecznie. Z czasem bowiem i tu powstawać zaczęły prawa stwarzane przez nowych założycieli, przeciwko którym zbuntowała się część ludzi. Odeszli więc, by stworzyć trzecią misę, dostępną dla wszystkich, gdzie każdy mógł przybyć i jeść w sposób dla niego najodpowiedniejszy. Jednak tu również powstał rozłam pomiędzy założycielami i część z nich postanowiła stworzyć kolejną misę, dostępną dla wszystkich, gdzie każdy mógł przybyć i jeść w sposób dla niego najodpowiedniejszy…

Styl może nieco zaskakuje, ale będąc ostatnio pod wpływem biblijnych tekstów o męskim stworzeniu świata i jednej prawdziwej prawdzie, to właśnie on najbardziej przypasował mi do naszkicowania groteskowej sytuacji, której świadkiem - po raz kolejny - staje się nasz mały pogański świat. W Polsce mamy obecnie 2,5 kowenu - pół, ponieważ mój własny kowen macierzysty, choć z założenia brytyjski, dużo bardziej widzialny i słyszalny jest tu niż tam – a wiccańskich forów aż 4, w tym ostatnie właśnie w fazie bolesnych, ale i okraszonych entuzjazmem twórców narodzin. Statystyka o tyle zastraszająca, że każde z nich odnosi się do wicca tradycyjnej, a więc tej mistycznej i inicjacyjnej religii, w której wiedza zdobywana jest przede wszystkim przez osobiste doświadczenie, a nauka odbywa się w kowenie.

Intencje założycieli kolejnych forów wiccańskich – przynajmniej te oficjalne – oczywiście były i są jak najbardziej godne podziwu, jednak ogólna aura w jakiej to wszystko się odbywa, właściwie zawsze przyćmiewa ich wielkość i wprowadza niesmak z powodu widocznej rozbieżności pojawiającej się pomiędzy zawartą w postach teorią, a widoczną gołym okiem praktyką. Dodatkowo osoba zainteresowana wicca, która za dobry sposób jej poznania uzna czytanie forów i branie udział w dyskusjach, w trakcie tego procesu może totalnie zgłupieć, a w gorszym wypadku zupełnie się do niej zrazić. Po pierwsze bowiem, aktywna działalność forumowa pociąga za sobą przymus obrania konkretnego frontu, do którego oporni, chcąc nie chcąc, są odgórnie przyporządkowywani. Jeśli jesteś wiccaninem i się zgadzasz, jesteś z nami; jeśli jesteś wiccaninem i się nie zgadzasz, prawdopodobnie prowadzisz już tajne pertraktacje z wrogimi wiccanami z innego forum i bezdyskusyjnie jesteś albo omamiony ich motactwami i oszczerstwami rzucanymi przeciwko nam lub masz problem z ego czy cieniem (a najlepiej oba na raz); a jeśli nie jesteś wiccaninem, nie ma za bardzo znaczenia, co powiesz, bo twoje IP i tak zostanie na wszelki wypadek sprawdzone, by zweryfikować czy przypadkiem nie jesteś szpiegiem sprzymierzonym z wrogami. Po drugie, na podstawie rozległych i rozwodnionych forumowych dyskusji trudno czasem wywnioskować, co do wicca tradycyjnej jeszcze należy, a co już nie. Oczywiście dyskusje takie są przydatne dla celów czysto społecznych, osobistego rozwoju i jako podstawa dla rozmyślań, ale tak naprawdę - i nie mam w tym miejscu zamiaru obrażenia kogokolwiek, a jedynie zwrócenie uwagi na pewien fakt - jakie znaczenie dla tradycyjnej wicca ma fakt, co nie-wiccanin ma do powiedzenia na temat domniemanej natury wiccańskich bogów, lub co do teorii wicca wnosi dyskusja na temat znaczenia wegetarianizmu dla wiccan, u których orientacja pokarmowa może, ale absolutnie nie musi mieć związku z religią. Po trzecie, osoba, która postanawia być częścią wszystkich istniejących forów, bardzo szybko może stracić orientację, która prawda jest prawdziwsza. Nawet bowiem jeśli forumowi wiccanie piszą, że wszystkie linie tradycyjne mają silne wspólne podstawy, że na forum każdy może mieć swoje zdanie, że kowen nie narzuca sposobu myślenia, a jedynie nakierowuje i pomaga w rozwoju, i że między wiccanami panuje jeśli nie idealna miłość i zaufanie, to przynajmniej szacunek, to lektura forów i obserwowana praktyka – dla tych, którzy mają możliwość osobistego kontaktu - wcale takiego przekonania w człowieku nie ugruntowuje. Po czwarte i ostatnie, nawet jeśli to, co powtarzalnie dzieje się na forach, wynika jedynie ze specyfiki kontaktów niebezpośrednich, które ułatwiają powstawanie konfliktów, a nie jest skutkiem zderzenia jednostek uparcie starających się udowodnić swoje racje, jednocześnie z uporem maniaka podkreślających emocjonalno-psychiczny niedorozwój użytkowników nie podzielających ich wizji, jest zwyczajnie przerażające i odstraszające.   

Do tego wszystkiego można sobie zadać pytanie, ile tak naprawdę informacji potrzebuje osoba zainteresowana wicca i ile forów o wicca musi powstać, by taka osoba mogła się przekonać, że prośba o inicjację stanowi faktycznie upragniony kierunek, w jakim chce podążać? Koweny są przecież różne, podobnie jak linie inicjacyjne, a informacje wspólne dla całej wicca tradycyjnej można zawrzeć – w zależności od umiejętności pisarskich twórców - na kilkunastu czy kilkudziesięciu stronach. Idealne podsumowanie całej formowej działalności zawarte w zaledwie dwóch zdaniach i wypowiedziane przez osobę zaznajomioną z kolejno powstającymi forami przeczytałam niedawno pod którąś z facebookowych dyskusji i na zakończenie pozwolę je sobie zacytować:

„(…) moim zdaniem informacje i kontakty potrzebne do ustalenia, czy wicca jest "dla mnie" i gdzie jej szukać zostały już podane wystarczająco dużo razy. Cała reszta to teoretyzowanie osłabiające wolę poszukiwania, stanowiące tylko substytut prawdziwego szkolenia. Jednym zdaniem - fora stały się zbędne.”


* * *