niedziela, 29 stycznia 2012

Somayog - joga młodości


Somayog to metoda stworzona na początku lat dziewięćdziesiątych w International Meditation Institute w Indiach przez Danielle Munoz. Poprzez połączenie praktyki asan Hatha Jogi (ćwiczenia fizyczne), praanayaam (praca z oddechem), medytacji (praca z umysłem) oraz wielu innych, somayog usprawnia ciało, uczy świadomości ruchu oraz kontroli myśli i emocji. Bazując na obserwacji własnego ciała oraz na spokojnie wykonywanych - i zawsze dostosowanych do indywidualnych możliwości - ćwiczeniach wzmacniająco-rozluźniających, kształtuje harmonijną sylwetkę, a także pozwala odwrócić nieporządane zmiany w ciele, spowodowane upływem lat oraz wieloletnim, nieświadomym posługiwaniem się swoim ciałem. Poruszając poszczególne partie mięśni i wiele czasu poświęcając pracy z mięśniami posturalnymi,  jej praktyka uwalnia od bólów związanych z długotrwałą pozycją siedzącą oraz ciężką, obciążającą kręgosłup, pracą fizyczną, a dzięki oddziaływaniu na organizm jako na całość, poprawia sprawność wszystkich jego układów, widocznie odmładzając tak ciało jak i ducha.  

Somayog to metoda, u której podstawy leży wiele technik, z której każda postrzega organizm człowieka całościowo i zwraca uwagę na jego funkcjonowanie zarówno na płaszczyźnie fizycznej, mentalnej, jak i energetycznej. Somayog współtworzą: 
Hatha Joga - tradycja indyjskiej jogi bazująca na asanach, praktykach oczyszczających oraz oddechowych
Technika Alexandra - metoda reedukacji psychofizycznej ucząca swobody w ruchu i działaniu
Praanayaam - zbiór technik świadomego, intensywnego i rytmicznego oddychania  
Metoda Feldenkraisa oraz Somatics - powiązane ze sobą metody reedukacji ruchowej i samopoznania, dążące do rozluźnienia chronicznych napięć w ciele oraz rozwoju swojego potencjału poprzez ruch
Metoda McKenzie - metoda fizjoterapeutyczna skoncentrowana na diagnozowaniu i leczeniu dolegliwości bólowych kręgosłupa
Trening autogenny Schultza - technika relaksacji neuromięśniowej, wykorzystująca autosugestię i medytację
Metoda Jacobsona - metoda relaksacji mięśni, polegająca na ich świadomym napinaniu i rozluźnianiu
Medytacja Shyam Dhyaan -  medytacja oparta o mantrę  "Amaram Hum, Madhuram Hum" stworzoną przez Swami'ego Shyam

Somayog przeznaczona jest dla wszystkich; zarówno zdrowych, którzy poprzez synchronizację ciała i umysłu, doskonalenie postawy oraz pracę z tymi partiami mięśni, które zwykle są zaniedbywane, pragną polepszyć jakość swojego życia, jak i dla osób z ograniczeniami ruchowymi, które z różnych powodów nie mogą pozwolić sobie na udział w innym rodzaju ćwiczeń ruchowych.

Moja Mistrzyni, Inga Schorowska, podczas ćwiczeń :-)



czwartek, 26 stycznia 2012

Biały czas imbolgowego święta


Chodzi za mną biel! Już od połowy stycznia, choć do Imbolg przecież jeszcze tydzień. I nawet długo wyczekiwany śnieg zasypał w końcu Oslo, jakby na zawołanie, malując zaokienny krajobraz w upragnionych przeze mnie odcieniach. Jest zimno, ale jasno, w końcu coraz jaśniej!

Wymieniłam już wszystkie pojulowe dekoracje, czerwone świece i obrusy zastąpiłam białymi, przytachałam do domu kilka pięknych śnieżnobiałych orchidei i zmieniłam kolorystykę domowego ołtarza, dopasowując go do nastroju nadchodzącego sabatu. Z mieszkania wyprzątnęłam też resztki zapachu cynamonu, goździków i pomarańczy, tworząc przestrzeń dla imbiru, róży i iglaków, których zapachu moje ciało jest najbardziej w tym okresie spragnione, oraz - co dla mnie samej było zaskoczeniem - wzięłam się za przesadzenie fasolki, która w trakcie zimy tak wystrzeliła we wszystkich kierunkach, że jej dotychczasowe doniczkowe mieszkanie okazało się dużo za małe. 

Imbolg to sabat światła, festiwal ognia, święto Brigid, czas związany z oczyszczeniem, uzdrawianiem i widocznie wydłużającym się dniem. U mnie jest to nadal środek zimy, zupełnie nie wskazujący - jak na Wyspach - na powrót ciepła, jednak śnieżna pokrywa odbijająca słoneczne światło i wyraźnie większa jego ilość w ciągu dnia sprawiają, że nastrój imbolgowego święta jest nawet na skandynawskiej ziemi jak najbardziej odczuwalny. Dłuższy dzień, więcej światła i więcej energii, więcej siły dla nowych projektów i zaparcia do ich wdrażania. W moim wypadku wraca również natchnienie, inspiracja, potrzeba tworzenia i artystycznego wyrażenia siebie dla siebie. Więcej medytuję, więcej się ruszam, więcej ćwiczę i wracam do systematyczności zawieszonej nieco na okres julowo-noworoczny. Na dworze panuje zima i Biała Bogini, ale we mnie budzi się już lato :-)

Z okazji nadchodzącego święta, wszystkim życzę dużo światła, miłości oraz napawającej do działania energii powracającego Słońca, a sama udaję się do swojej domowej świątyni, by w końcu rozpocząć naukę tekstów na nasz kowenowy rytuał, który już w za 7 dni :-) Błogosławionego Imbolg! :-)


poniedziałek, 23 stycznia 2012

Rozpoczynając dzień Powitaniem Słońca


"Powitanie Słońca" oraz krótka medytacja uśmiechu w ramach dwóch pierwszych punktów programu na nowy dzień to właściwie zawsze zapowiedź dobrego dnia. Niestety jako osoba, której systematyczność i samodyscyplina nadal pozostawiają wiele do życzenia, od czasu do czasu zdaję się o tym umyślnie zapominać. Oddaję się wówczas lenistwu pod postacią odstawienia na bok przekonania, że to jak się czuję i w jaki sposób wykorzystuję ofiarowane mi przez życie możliwości, zależy wyłącznie ode mnie, i pogrążam się - z uśmiechem przebiegłego stratega - w dobrze spreparowanym, aczkolwiek przy bliższej obserwacji na metr śmierdzącym oszustwem, bólu nad swoją własną egzystencją. Och, jak przyjemnie jest czasem poużalać się nad sobą, zwalić niepowodzenia na poczet złego losu, niefortunnego zbiegu wydarzeń, pomarudzić na to, czego nie mam i na tych, którzy mnie irytują. Jak fajnie jest wybielić się, odciąć i zwyczajnie odpocząć od myśli, że kształt mojego świata, a przede to, kim ja jestem i jak czuję się ze sobą oraz otaczającymi mnie ludźmi, zależy w dziewięćdziesięciu, jeśli nie stu, procentach ode mnie. I pewnie nie byłoby w tym nic bardzo złego, gdyby nie fakt, że czasem taki jednodniowy urlop od świadomego życia może wymknąć się spod kontroli. 

Takiego właśnie niekontrolowanego przedłużenia się "doła" doświadczyłam dzisiejszego poranka (w moim wypadku poranek nie zaczyna się przed godziną 10.00), kiedy otwarłszy oczy zorientowałam się, że chandra z dnia wczorajszego wcale nie ustąpiła. Wiedziałam więc, że jeśli nic z tym nie zrobię i dopuszczę do tzw. wstania lewą nogą (mechanizm wprawiany w ruch za pomocą jednej negatywnej porannej emocji, której poddanie się oznacza postępujące w zastraszającym tempie przyciąganie emocji oraz myśli jej podobnych, co owocuje wisielczym nastrojem i potencjalnymi nieszczęśliwymi wypadkami w ciągu całego dnia) mój poniedziałek zamieni się w ruinę, której szybkie naprawienie - ze względu na przymus pójścia do pracy, co już samo w sobie potrafi być dołujące ;-) - będzie utrudnione. Sapiąc więc, dysząc i za wszelką cenę starając się nie myśleć - skoro trudno było z miejsca myśleć pozytywnie, lepiej więc było przestać myśleć w ogóle - zwlekłam się z łóżka, rozwinęłam stojącą zawsze pod ręką matę do ćwiczeń i stanęłam w pozycji Namaste. 

"Powitanie Słońca" to jeden z najstarszych - i występujący w kilku nieznacznie odbiegających od siebie wariantach - ciąg asan jogi. Jego praktyka nie tylko rozgrzewa ciało, poprawia sylwetkę, zwiększa wytrzymałość oraz ma pozytywny wpływ na funkcjonowanie układu nerwowego, oddechowego, pokarmowego i krążenia, ale również fantastycznie energetyzuje ciało i wycisza umysł. A tyle właśnie -  plus często praktykowana przeze mnie o poranku krótka medytacja uśmiechu do świata i siebie samej - wystarcza, aby "lewonożny" poranek zamienić w kolejny piękny dzień :-) 

Sama praktykuję "Powitanie Słońca" w sposób, w jaki robi się to w Ashtandze Jodze, czyli łącząc każdy element z oddechem (pięć oddechów podczas "psa z głową w dół" oraz po jednym oddechu na każdy inny element). Ten właśnie wariant (tu wersja A) przedstawiam też poniżej na wypadek, gdyby ktoś pragnął wykorzystać go jako lek na niekontrolowaną chandrę oraz wzmocnić ciało i ducha :-)


I jeszcze krótki filmik w wykonaniu Izabeli Moskwy, pokazujący praktyczne jego wykonanie:


  

niedziela, 22 stycznia 2012

Moje talie: Tarot Mityczny


Tarot Mityczny to talia, która choć stworzona w połowie lat 80-tych XX wieku, już w tej chwili stanowi klasykę i doczekała się wydań w wielu językach. Tarot ten w swojej koncepcji sięga do najpotężniejszego źródła kultury zachodnioeuropejskiej jakim jest mitologia grecko-rzymska oraz do zawartych w jej mitach uniwersalnych wzorców. Wykorzystując przedstawione na kartach talii postacie, nakreśla ona schematy wzorców osobowych znanych każdemu z nas, a poprzez historie przez nie opowiadane, mówi o archetypowych momentach w życiu każdego człowieka, takich jak narodziny, okres dojrzewania, śmierć, utrata, transformacja, trudne wybory… itd.

Tarot Mityczny - jak każdy tarot tradycyjny - wyróżnia w swoim układzie Małe i Wielkie Arkana. Wielkie przedstawiają w tym wypadku postacie bogiń, bogów oraz półbogów greckich, natomiast Małe opowiadają cztery mitologiczne historie. Pentakle to historia życia Dedala, która wskazuje jednocześnie na umiejętności związane z typowo ziemskim aspektem naszego życia. Kielichy to opowieść o miłości Erosa i Psyche, opowieść o etapach, przez jakie musi przejść każde uczucie oraz o zdolności życia we wspólnocie z drugim człowiekiem. Różdżki mówią o złotym runie oraz o wyprawie Jazona i Argonautów, o walce, o bohaterstwie, ale i o lekkomyślnych decyzjach. Miecze natomiast - w oparciu o historię Orestesa, który chcąc pomścić śmierć ojca zmuszony był zabić własną matkę - opowiadają o zasadach etycznych oraz o konfliktach i wieńczących je pojednaniach.

To, co stanowi najbardziej charakterystyczną cechę Tarota Mitycznego, a jednocześnie jego wielką zaletę, to prostota, wynikająca ze stylu przedstawień znajdujących się na jego kartach oraz pozbawienie tychże obrazów średniowiecznej otoczki tajemnicy. To bowiem w tej właśnie prostocie kryje się ogromna siła przekazu oraz urok i moc tej talii tarota. Wpływ na to ma zapewne nie tylko łatwość, z jaką jasne i czytelne rysunki odsyłają wróżącego do zakodowanych w świadomości zbiorowych archetypów, ale również nieprzeładowanie tarota zbytnią dozą mroczności, która tylko utrudnia i tak nie zawsze przyjemne i łatwe zanurzanie się w zakamarki ludzkich wnętrz, nadając temu procesowi niepotrzebny posmak dramatyzmu.

Tarot Mityczny to tarot, który równie dobrze nadaje się do przepowiadania przyszłości jak i wyjaśniania przeszłości, bez względu na to czy pytania dotyczą sfery materialnej czy poszukiwań odpowiedniego kierunku na drodze rozwoju duchowego. 


sobota, 21 stycznia 2012

Moje talie: Podróż Odyna


Podróż Odyna. Tarot ludzi Północy, oparty o mity oraz żywą tradycję nordycką, odwołujący się jednocześnie do archetypów jak najbardziej uniwersalnych, dzięki czemu nie nakładający kulturalnych ograniczeń w jego wykorzystaniu. Pomocny zarówno w odnalezieniu odpowiedzi na pytania dotyczące codzienności i spraw materialnych, ale również niezastąpiony dla tych, którzy poszukują głębszego zrozumienia swojego istnienia.

Talia ta – choć ze względu na sposób jej wykorzystania oraz funkcję nazywana jest tarotem Skandynawów - różni się w swojej formie od tego, co znamy pod pojęciem tradycyjnego tarota.  Trzy główne różnice dotyczą jej struktury (zamiast Małych i Wielkich Arkanów mamy 12 odnoszących się głównie do spraw duchowych kart Odyna oraz 69 kart mówiących przede wszystkim o świecie materialnym), podłoża kulturowego (talia została stworzona na bazie mitologii nordyckiej, a więc nie tylko pozbawiona jest wpływów chrześcijańskich, ale jej korzenie sięgają tradycji ściśle europejskiej) oraz poziomu znaczeniowego (główny nacisk położony jest na zagadnienia dotyczące rozwoju duszy, choć i pozostałe aspekty życia człowieka nie zostały w niej pominięte).

Podróż Odyna to talia stosunkowo młoda i niedostępna szerszej publiczności, za której powstaniem kryje się wiele lat studiów autora, zarówno nad dorobkiem rodzimej mu kultury Skandynawskiej, ale również nad tradycją hinduistyczną, z którą zetknął się już jako nastolatek. Trzon talii stanowi 12 kart Odyna,  odnoszących się do różnych aspektów boga oraz do etapów ewolucji ludzkiej duszy, która - w wizji autora - dąży od poczucia indywidualności i jedności z ciałem fizycznym do świadomości bycia częścią nieśmiertelnej Całości, dla której ciało widzialne jest jedynie chwilowym miejscem pobytu. Sam Odyn został tu przedstawiony nie tylko jako niestrudzony poszukiwacz wiedzy i mądrości, który dla tego celu jest w stanie poświęcić zarówno honor jak i okaleczyć własne ciało, ale i ten, który rozumiejąc prawdziwą naturę istot żywych, stanowi dla człowieka ideał oraz przykład do naśladowania. Postać i imię tego najpotężniejszego z Nordyckich bogów - pana mądrości, magii, wojny, życia oraz śmierci - z jednej strony zostało wykorzystane dosłownie, z drugiej natomiast, posłużyło dla określenia czystej Świadomości, która jest wieczna i niezmienna, i do której osiągnięcia dąży każda dusza, przechodząc przez kolejne stadia. Stadia te mogą być również postrzegane w kategorii sposobów, w jakie boska świadomość przejawia się w człowieku.


środa, 18 stycznia 2012

O Uzdrawianiu Pranicznym, o intuicji i o zwykłych poniedziałkach


O uzdrawianiu pranicznym po raz pierwszy usłyszałam kilka lat temu, w pozornie nieróżniący się od innych poniedziałkowy poranek, kiedy do mojego biurka przybiegła totalnie zaaferowana magicznie spędzonym weekendem koleżanka z pracy, by opowiedzieć mi o niesamowitej kobiecie odprawiającej hinduskie rytuały i uzdrawiającej poprzez aurę. Ani jedno ani drugie za wiele mi wówczas nie mówiło, jednak wsłuchując się w opowieści i rozświetlone oczy mojej rozmówczyni, odczułam w żołądku coś, co od zawsze niosło ze sobą zapowiedź nowej przygody. W głowie natomiast usłyszałam cichy, choć bardzo pewny swojej racji, głos: cokolwiek to jest, ty musisz się tego nauczyć.   

Pierwsze wrażenie z odwiedzin w domu Uzdrowicielki pozostawiło w mojej pamięci wspomnienie unoszącego się dookoła zapachu kadzidła, przyjenego ciepła otulającego wchodzących już od progu i panującego w całym mieszkaniu kojącego półmroku. W salonie, do którego zostałam zaproszona przez roześmianą i ubraną w trochę hinduskim stylu kobietę, powitał mnie wizerunek jej Mistrza - zaznaczć należy, że wizerunek jak najbardziej niepokrywający się z moimi przeświadczeniami na temat tego, jak taki Mistrz wyglądać powinien - oraz dumnie przechadzający się, choć chyba nie do końca panujący nad własnym apetytem, kot rasy podwórkowo-dachowej. 

Najpierw luźna rozmowa, czas na poznanie się i oswojenie z nowym miejscem, a wszystko przy sprzyjających temu procesowi świecach i świeżo parzonej herbacie. Problemów ze zdrowiem nie miałam, energii na codzień również mi nie brakowało, nieco kulały moje relacje z kilkoma osobami, ale wiedziałam, że z tymi sprawami sama muszę sobie poradzić. Chwilę wahałam się czy na poczekaniu nie wymyślić jakiejś niedającej się na  szybko udowodnić choroby, tak, żeby nieco złagodzić wydźwięk głównego powodu, dla którego się tu pojawiłam, ostatecznie uznałam jednak, że najlepiej nie owijać w bawełnę. Jak bowiem podpowiadała mi logika - bazująca na założeniu, że Uzdrowicielka zna się dobrze na swojej sztuce i będzie wiedziała, że kręcę - wolałam zostać uznana za wariatkę niż za hipochondryczkę, która przyłazi z nieistniejącą chorobą. Ku mojemu zdziwieniu, stwierdzenie, że przyszłam na zabieg głównie by go zobaczyć, ponieważ - z niejasnych powodów i zupełnie bez wiedzy na temat uzdrawiania pranicznego - mam poczucie, że jest to coś, czego muszę się właśnie od niej nauczyć, przyjęte zostało z uśmiechem i pełną akceptacją :-) 

Na czas zabiegu położyłam się na ziemi, na przygotowanej na taką możliwość karimacie, i otuliłam wełnianym swetrem, który ze sobą przyniosłam. Na początku nie chciałam zamykać oczu i z zainteresowaniem śledziłam zgrabne ruchy uzdrawiaczki, której dłonie i umysł najpierw oczyszczały, a następnie energetyzowały moją aurę. Od kiedy zaczęłam pracować z energią, moja wrażliwość zwiększyła się pokaźnie, nie zdziwiło mnie więc, kiedy już w pierwszych sekundach zabiegu poczułam coś jakby delikatny dotyk, mimo że dłonie Uzdrowicielki znajdowały się nie bliżej niż metr od mojego ciała. Po chwili ogarnęło mnie również trzymające już do końca bardzo przyjemne odprężenie, wręcz senność, której bez oporów się poddałam. Było mi wygodnie, ciepło i przyjemnie, czułam się bezpieczna i niczym jak podczas profesjonalnego masażu, kiedy z każdą minutą z ciała i ducha ustępują napięcia, a ich miejsce zajmuje czysta błogość. 

Zabieg trwał może 30 minut, a może godzinę. Czas, podobnie jak podczas pogańskiego rytuału, zupełnie się zatrzymał, a po zabiegu zbyt zaaferowana byłam poczuciem lekkości, wypoczęcia i nowego doświadczenia - podczas uzdrawiania po raz pierwszy w życiu zobaczyłam na własne oczy aurę żywego organizmu :-) - by sprawdzać stan zagarka. O której wyszłam ani jak długo szłam do domu, również nie pamiętam, ale pamiętam, że było mi dobrze. Tej nocy spałam też jak dziecko, by następnego dnia obudzić się z promiennym uśmiechem na twarzy i zadowoleniem w serduchu. Wiedziałam, że poprzedniego dnia rozpoczęłam swoją kolejną wielką wędrówkę, a w tym przekonaniu utwierdziły mnie namacalne efekty zabiegu, których nawet się nie spodziewałam :-)  

 * * *

   Trochę faktów na temat uzdrawiania pranicznego:

- Uzdrawianie praniczne to wysoko rozwinięty system medycyny energetycznej, w którym uzdrowiciel poprzez „bezdotykową” i bezbolesną pracę na bioplazmatycznym ciele żywego organizmu umożliwia pozytywne zmiany w jego ciele fizycznym. System ten bazuje na założeniu (wystarczy zaciąć się w palec, by natychmiast znaleźć dla niego potwierdzenie), że ciało każdej żywej istoty dąży do samouzdrowienia oraz że proces ten można wspomóc, przyspieszyć, a czasem wręcz umożliwić poprzez zwiększenie ilości prany w chorym miejscu lub w całej aurze danej osoby.

- Prana to życiodajna energia, którą każdy żywy organizm pobiera nieświadomie i jak najbardziej naturalnie z powietrza, z ziemi, z pożywienia oraz ze światła słonecznego. Czasem jednak dochodzi do sytuacji, w której z jakiś powodów w ciele energetycznym organizmu pojawia się zator, a prana nie może swobodnie płynąć swoim naturalnym torem, lub w której ciało eteryczne nie jest w stanie zdobyć odpowiedniej jej ilości, potrzebnej do poprawnego funkcjonowania. Powodem takiego stanu rzeczy może być zbyt szybko rozwijająca się choroba, której przeciwdziałanie pochłania więcej prany niż ciało eteryczne jest w tym samym czasie w stanie pobrać, a także zły tryb życia (nieobpowiednie żywienie, mało ruchu, stres, przepracowanie, brak energetycznej higieny).

- Uzdrawianie praniczne to uzdrawianie energią ukierunkowywaną przy pomocy myśli oraz woli, a więc możliwe do wykonania nie tylko w gabinecie uzdrowiciela czy w miejscu zamieszkania osoby proszącej o zabieg, ale również na odległość. Nie wymaga ślepej wiary w skuteczność metody, ani tym bardziej wiary w cuda, z którymi niewiele ma wspólnego, wymaga jednak pewnej otwartości, pozwalającej uzdrowicielowi wspomóc naszą naturalną zdolność do samoleczenia.  

sobota, 14 stycznia 2012

Wiedźma na szlaku



Kilka dni, trochę siedzenia nad grafiką no i w końcu jest. Nowe zakładki, nowa wizja bloga, ale co najważniejsze, nowa nazwa, która dla czytającego ma być swoistym streszczeniem i wprowadzeniem w to, czym jest mój świat - nieustanną oraz pełną magii wędrówką w poszukiwaniu wiedzy i spełnienia, tak w sensie duchowym, jak i w tym bardzo fizycznym. Wędrówką, w której wiccańska ścieżka jest jedną, ale nie jedyną z dróg, którymi podążam.

"Wiedźma na szlaku" to tytuł, który wyłonił się w efekcie posamhainowo-julowych przemyśleń i idących z nimi w parze prób ponownego zdefiniowania siebie. Kim jestem w moich własnych oczach? Jaka jest definicja mnie samej? Są to pytania, które już od kilku lat zadaję sobie w tym jesienno-zimowym okresie i z zainteresowaniem obserwuję zmiany zachodzące nie tyle w wykorzystywanych określeniach, ile w kolejności, w jakiej je umieszczam. Kiedy zakładałam tego bloga na pierwszym miejscu stało "wiccanka tradycyjna", ponieważ wydawało mi się jednoznacznym, co ten termin ze sobą niesie.  Dodatkowo zwyczajnie lubiłam określanie siebie tym mianem. Trochę z dumy, że zostałam inicjowana w tradycyjną wicca, więc było się czym pochwalić, trochę z pychy, że  łatwo przyszło mi się coś, do czego większość zainteresowanych miała i nadal ma poważnie utrudniony dostęp, a trochę dlatego, że zachłysnęłam się i całkowicie wsiąkłam w wiccański świat, w którym było mi tak dobrze i z którym bardzo chciałam się identyfikować. Odsunęłam więc nieco w cień kilka ważnych aspektów siebie, by móc sprostać oczekiwaniom osób, które chciały we mnie widzieć przede wszystkim wiccankę i które nie zawsze przyjaznym okiem spoglądały nawet na te zupełnie nie związane z religią, a jednocześnie bardzo dobrze wpasowujące się w wicca, obszary moich zainteresowań i rozwoju. Ja natomiast od zawsze podążałam wieloma ścieżkami; ścieżkami, które łącząc się, przeplatając i uzupełniając prowadzą mnie ku poznaniu, ku lepszemu zrozumieniu samej siebie oraz otaczającego mnie świata, ku nauce, jak cieszyć się z każdego dnia, jak kochać siebie, swoje ciało i swoje wnętrze, i jak żyć w równowadze.  

"Wiedźma na szlaku" to tytuł, który ma sugerować, że to, o czym chcę tu pisać może, ale nie musi być związane z wicca i może, ale nie musi być oceniane przez pryzmat wicca. Jestem wiccanką, ale w stylu i podejściu do życia jestem również joginką i tantryczką, uzdrowicielką i tarocistką. I o tym wszystkim pragnę tu pisać. O codziennych refleksjach, o pracy z ludźmi, o pasji miłości, o magii życia i oczywiście o mojej kochanej wicca :-) 

czwartek, 12 stycznia 2012

Moi Mistrzowie



       AGNI & MIKE KEELING 

Ludzie o wieloletnim doświadczeniu w wicca. Zamieszkali w Anglii, jednak intensywnie udzielający się na polskich forach oraz organizujący od kilku lat warsztaty Wicca Study Group.

Moi wiccańscy rodzice.



                                       INGA SCHOROWSKA

Kobieta o wielkim sercu, cudownym usposobieniu, nieogarnionej energii życiowej, a jednocześnie pełna kojącej ciszy, której życie zainspirowało mnie, by z odwagą wyruszyć na poszukiwanie własnego szczęścia. 

Nauczycielka Uzdrawiania Pranicznego, Somayogi oraz Techniki Alexandra. Autorka książki "Somayog - jak cofnąć czas?"  




Totalnie pozaschematyczny Mistrz Zunifikowanego Reiki, tantryk z zamiłowaniem oddający się pracy w zakresie transformacji energii seksualnej, nauczyciel i specjalista w dziedzinie zastosowania Bach Flowers, pozostający ciągle w ruchu i dzielący się swoją wiedzą i doświadczeniem na wszystkich kontynentach.



                                                                 
          JARLE MICHAEL IMS

Pozytywny szaleniec, który choć zrodzony na skandynawskiej ziemi, połowę swojego życia spędził w Międzynarodowym Instytucie Medytacji w Indiach u boku Swamiego Shyama. To właśnie on - prowadząc drogą krętą i wyboistą :-) - pomógł mi zrozumieć czym jest prawdziwa medytacja. 

sobota, 7 stycznia 2012

Noworocznie-informacyjnie

    W związku z nastaniem 2012 oraz otrzymaniem w noworocznym pakiecie pokaźnego przypływu dobrych energii, postanowiłam zmodernizować nieco swojego bloga, rozszerzając między innymi jego tematykę. 
     Jak na razie dodane zostały dwie zakładki: WICCA (w której zamieszczone są linki do poszczególnych artykułów) oraz MOI MISTRZOWIE (gdzie przedstawiłam profile wszystkich swoich nauczycieli). 

Przy okazji chciałam też życzyć wszystkim czytającym 
MAGICZNEGO NOWEGO ROKU :-)
a także dużo miłości, zdrówka oraz odwagi w dążeniu do realizacji marzeń :-)