środa, 15 grudnia 2010

Nauczyciel poszukiwany i odnaleziony.
W roli kowenowego Maga czy kowenowego Głupca?

Dedykowany tym, którzy dali mi nowe życie.


Kiedy zobaczyłam ich po raz pierwszy, ona miała na sobie czarno-czerwoną bluzkę z pięknymi wiedźmowymi rękawami, długą spódnicę, cudownie kruczoczarne włosy z krwistymi pasemkami i przyciągający wzrok uśmiech, a on… z tego pierwszego spojrzenia pamiętam tylko promieniujące ciepłem i przedziwną magią oczy. Nie do końca wiedziałam, kim są, co się właśnie działo, a tym bardziej, co miało to przynieść w przyszłości, czułam jednak, że był to jeden z tych najważniejszych momentów, który już na zawsze odcisnąć miał swój ślad na drodze mojego życia i może nawet zupełnie zmienić jej bieg.

Dopuszczam do siebie myśl, że teraz - po kilku latach, jakie minęły od tego zdarzenia -  nieco idealizuję sytuację, ale to, co zapamiętał mój umysł i serce z tych kilkunastu pierwszych sekund, to że czas się dla mnie zatrzymał. Pamiętam zapachy tej chwili, kolory, lekko przyciemnione światło w sali, w której siedziałam, starając się jakoś ogarnąć w totalnie nowym towarzystwie*, lekki chłód wieczoru i dźwięczne głosy współtowarzyszy. A ta magiczna para, która właśnie przestąpiła jej próg, była tak znajomo-nieznajoma, tak daleko-bliska, tak dziwnie oczywista dla tego momentu i dla tej chwili.

A potem wszystko potoczyło się samo, bardzo szybko, bo w zaledwie kilka tygodni, a jednocześnie tak bardzo naturalnie. Ta dwójka ludzi, która stanęła w drzwiach tego majowego wieczoru, stała się dla mnie bramą do zupełnie innego, niesamowitego świata. Stali mi się przyjaciółmi i rodzicami, stali się częścią mnie, a ja zapewne w jakimś stopniu i częścią ich. W moim wypadku nie było wielkich poszukiwań, wieloletnich podróży, nawiązywaniu mniej lub bardziej przypadkowych kontaktów. W moim wypadku to się po prostu wydarzyło w momencie, który był ku temu najbardziej odpowiedni…

I tu pojawia się pauza. Chwila zastanowienia.

Łatwy początek to błogosławieństwo tylko dla tych w pełni świadomych, w pełni uważnych i w pełni odpowiedzialnych. Łatwy początek to błogosławieństwo tyko dla ludzi dojrzałych i niejako test tejże dojrzałości. Łatwy początek może bowiem dać poczucie nieuzasadnionej lekkości, przeświadczenie, że mi się należało, że to ja trzymam sytuację pod kontrolą, może prowadzić do rozluźnienia i zaprzestania bycia uważnym. A ten łatwy początek to przecież jedynie początek, zaledwie pierwszy krok. Dopiero kolejne są w stanie pokazać czy prowadziły one w stronę zwycięstwa czy porażki. A na nieuważnych - szczególnie tych zbyt pewnych siebie, by zerkać po czym depczą, oraz zbyt porywczych i dumnych, by stąpać ostrożnie i z głębszą refleksją - czeka wiele zasadzek. I nie ważne jak dobre są ich intencje. Sama coś na ten temat wiem...

Co więc chciałam tym razem powiedzieć?

To, że poszukiwanie i odnalezienie nauczyciela w wicca to proces czasem wieloletni, a czasem kilkutygodniowy. Ale jego utrata również… szczególnie, kiedy nie pozostawiamy tej drugiej stronie większego wyboru. Tego procesu poszukiwań nie da się też z góry przewidzieć czy zaplanować, nie da się go od tak przyspieszyć. Trzeba szukać, kierować się intuicją i wierzyć, że ten właściwy moment nadejdzie, nigdy jednak – nawet po odnalezieniu swojego magicznego rodzica - nie spoczywać na laurach. Ciężka praca dopiero w tym punkcie się bowiem zaczyna i to od niej może zależeć czy z czasem zobaczymy się w roli kowenowego Maga czy kowenowego Głupca...


* Całe zdarzanie miało miejsca podczas konferencji organizowanej przez PFI, która dla mnie stanowiła pierwsze poważne zetknięcie z ludźmi podążającymi pogańskimi ścieżkami.