wtorek, 24 sierpnia 2010

  Wicca wzięta pod lupę, czyli wiele odcieni w jednej palecie barw.

     Wicca to tradycja bardzo konkretna, tradycja objęta częściową tajemnicą i przekazywana w kowenach z pokolenia na pokolenie, z czarownicy na czarownicę. Wicca to tradycja względnie młoda, bo nie licząca nawet wieku, a jednak nawiązująca do pradawnych wierzeń i praktyk, czerpiąca z kulturowego dorobku starożytnych cywilizacji oraz metod wypracowanych przez magiczne zakony działające na przełomie stuleci.  I wreszcie wicca to tradycja żywa, wciąż rozwijająca się, tradycja o wielu twarzach, gdzie każdy inicjowany stanowi osobny odcień w bogatej palecie jej barw. Na tym też aspekcie czarostwa chciałabym się w tym momencie skupić, tworząc swoiste wprowadzenie do wicca tradycyjnej, a jednocześnie mojej własnej jej wizji, przekornie określanej przez wrocławskich pogan mianem „wicca mojmirycznej”.

      Jakkolwiek bowiem by to nie brzmiało i zaznaczając, że nie mam jakichkolwiek aspiracji do tworzenia własnego odłamu religii, której kapłanką jestem, nadanie tej zabawnej nazwy było i nadal jest wyrazem obserwacji dokonanych przez osoby pozostające poza kręgiem ludzi inicjowanych w czarostwo. I jest to obserwacja jak najbardziej trafna. Wicca bowiem – choć w obrębie danej linii przekazywana kolejnym czarownicom w jasno określonej i zawsze tej samej formie - daje swoim kapłankom i kapłanom dużą dozę wolności w osobistych poszukiwaniach, nie narzuca sztywnej ideologii, ani nie daje gotowych schematów do przyjęcia. Wicca to religia doświadczenia, a te mogą być zupełnie inne nawet w przypadku osób praktykujących w tym samym kowenie, których trzon wierzeń czy sposób postrzegania siebie samych oraz otaczającego świata jest niemal identyczny. Poza tym pochodzimy z różnych krajów, z różnych kręgów kulturowych, wychowani zostaliśmy w różnych religiach i w pogaństwo - chcąc nie chcąc - weszliśmy z określonymi wierzeniami, rytualnymi przyzwyczajeniami oraz potrzebami. To wszystko sprawia, że choć tworzymy jedną grupę wyznaniową, jedną paletę barw, różnimy się odcieniami, a każdy z nich jest piękny i na swój sposób niepowtarzalny.  

      A jaka jest moja własna wicca? Jak wszyscy wiccanie czczę Rogatego Boga i Księżycową Panią, których widzę zarówno jako energie tworzące nas samych oraz wszystko, co nas otacza, ale również jako bardzo konkretną parę bóstw, którym służymy.  W ciągu roku świętuję podczas ośmiu wiccańskich sabatów oraz celebruję każdą pełnię księżyca, żyjąc tym samym i stając się częścią naszego Koła Roku.  Wierzę w wędrówkę dusz i świętość natury. Jako osoba częściowo pomieszkująca w Norwegii oraz silnie związana z tradycją nordycką, szczególnie czczę jednak również bogów z panteonu asatryjskiego, a praktykując medytację oraz studiując filozofię hinduską i tantrę, dostrzegam powiązania między wszystkimi żywymi organizmami, a wszechświat doświadczam jako wielką jedność, w której na pewnym poziomie brak jest jakichkolwiek podziałów czy różnic. I to są właśnie te elementy, które sprawiają, że moja wicca - choć jak najbardziej tradycyjna – ma swój swoisty kolor i słodki smak. W tym wypadku kolor i smak Mojmiry :-)

      Kończąc, chciałabym życzyć wszystkim zagubionym, rozważającym lub tkwiącym w jakimś sztucznie stworzonym systemie, by również odnaleźli swój smak i swój odcień duchowości. Nie dajmy sobie wmawiać czyjegoś postrzegania świata i narzucać czyichś prawd, szczególnie, jeśli pretendują one do bycia prawdziwszymi od innych. Miejmy odwagę bycia wolnymi, żyjmy świadomie, szanujmy inne ścieżki i myślmy samodzielnie. Sprawdzajmy, szukajmy, smakujmy :-)

      Wiccańskie Blessed Be!

3 komentarze:

  1. No, wreszcie coś napisałaś, niemająca aspiracji do schizmy, wiccanko mojmiryczna :P

    OdpowiedzUsuń
  2. Czekałam na wenę :-) Sama to znasz najlepiej :-)

    OdpowiedzUsuń