czwartek, 31 sierpnia 2017

NADCHODZĄCY CZAS CIENIA. BEZ CIŚNIENIA, SPINANIA SIĘ, PRÓB UTRZYMANIA KONTROLI I WŁADZY.


Pod koniec lipca, odnosząc się do nadchodzącego Święta Plonów, napisałam:

W tym roku sama niczego nie uśmiercę. Niczego nie zetnę. Niczego wraz ze zbożowymi kłosami nie skoszę. Z własnego wyboru z nikim nie rozplotę więzów. 

I tego postanowienia dotrzymałam.

A jednak i tak coś obumarło, coś zostało ścięte, więzy z kimś się rozplotły.

Często, w różnych problemowych sytuacjach, w które zaangażowanych jest więcej osób niż tylko my sami, wydaje nam się, że to my musimy zdecydować za siebie i innych. Czujemy presję wyboru ciążącego na naszych barkach, ciągnącego ku ziemi, przytłaczającego. Presję, by sobą objąć całość wydarzeń i zrobić coś, co wszystkim wyjdzie na dobre, a przynajmniej lepsze. Przygnieceni odpowiedzialnością za utrzymanie bądź zerwanie, za pielęgnowanie lub pozostawienie losowi.  

A co jeśli odetchniemy głęboko i rozluźnimy się tam, gdzie jesteśmy? Co jeśli nie podejmiemy żadnego działania ukierunkowanego na zewnątrz? Co jeśli jedyne pytania, które wciąż na nowo będziemy sobie zadawać, to: Czy to, co teraz czuję, mi służy? Co muszę zrobić dla siebie, by te emocje, które mi nie służą, przestały się we mnie rodzić? Co jeśli sobie zwyczajnie odpoczniemy, resztę pozostawiając trochę jakby poza, w spokoju? Patrząc na ostatnie tygodnie, powiem, że najpewniej nie stanie się nic, a zarazem stanie się wszystko, co stać się miało. Ale bez ciśnienia, spinania się, prób utrzymania kontroli i władzy.  

I to jest właśnie coś, z czym już teraz zapowiada mi swoje przyjście tegoroczna jesień, szykując mnie do podróży w cień, która najwyraźniej niedługo po jej nadejściu mnie czeka. Bo tak to już jest w świecie cykli; po utuleniu i unoszeniu na skrzydłach przyjemności, czas będzie zanurzyć się w miejsca mniej przyjemne, które wołają, by je zobaczyć, oswoić i wyprowadzić na powierzchnię. Tymczasem jednak niech wciąż otacza mnie dostatek, światło, oczywiste piękno i – co najważniejsze - wdzięczność. Ostatecznie przecież fakt, że świat nie konfrontuje mnie z moimi cieniami z zaskoczenia, w biegu czy na siłę, ale pokazuje łagodne zejście w ich kierunku, widzę jak wspaniały plon osobistej pracy.

A z czym jesień zapowiada swoje przyjście dla Ciebie? Bo z tego, co słyszę dookoła, nie jestem jedyną osobą, która – choć wciąż sierpień – wyczuwa jej bliskość.

Z czymkolwiek nie nadchodzi, jeszcze na ten czas do Jesiennej Równonocy życzę Ci dużo ciepła, światła i wypełniającego pozytywną energią poczucia obfitości, które wystarczy na całą ciemną część roku <3

Mojmira <3